Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Loty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Loty. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 sierpnia 2020

Relacja: LOT Warszawa - Zadar klasa ekonomiczna (E195) #LOTNaWakacje

Na swój pierwszy lot po lockdownie musiałem czekać długo, aż do początku lipca. Choć loty krajowe po Polsce odbywały się już od 1 czerwca, ich rozkład mógł pasować co najwyżej do planów niedzielnych turystów. Pomimo sporych chęci, nie udało mi się dopasować do żadnych z moich planów choćby jednego lotu z koronawirusowej siatki LOTu.

Więcej szczęścia miałem z innym projektem naszego narodowego przewoźnika, jakim jest #LOTNaWakacje. Pomimo niepokojącej sytuacji LOTu oraz plotkach o rychłym bankructwie, gdy dostrzegłem możliwość jednodniowej wycieczki do chorwackiego Zadaru, nie zastanawiałem się długo i postanowiłem zaryzykować trochę ponad 100 zł.


Udostępnij:

poniedziałek, 11 maja 2020

"Dwupłatowcem w piękny rejs..." - lot zabytkowym Po-2 (CSS-13) nad Budapesztem

Wiatr we włosach, przyspieszenie wciskające w fotel, poczucie pełnej swobody i absolutnie niczego ponad głową oprócz błękitu nieba - typowy opis kabrioletu z broszurek reklamowych czołowych marek samochodowych. Mój "kabriolet" miał jeszcze jedną wyjątkową cechę - potrafił żeglować pośród chmur kilkaset metrów nad ziemią. A był nim legendarny Polikarpow Po-2 zwany Kukuruźnikiem. 

Udostępnij:

czwartek, 19 marca 2020

sobota, 7 grudnia 2019

Relacja: Norwegian Gdańsk - Oslo klasa ekonomiczna (B737-800)

Na swój pierwszy lot Norwegianem czekałem długo, gdyż dotychczas niezbyt umiałem połączyć moje plany z siatką tejże linii. Gdy pojawiła się okazja, nie zastanawiałem się długo i zaplanowałem jednodniową podróż na lotnisko Gardermoen pod Oslo.

Od momentu zakupu biletu byłem bardzo podekscytowany i nie mogłem się doczekać wyjazdu, a nocy poprzedzającego dnia nie mogłem spać. Czekałem już tylko na budzik i wyjazd na lotnisko.

Odprawa na lotnisku jest bezpłatna dla wszystkich pasażerów, co wyraźnie odróżnia Norwegiana od europejskich low-costów. Do check-inu podszedłem na ponad dwie godziny przed lotem, niedługo po jego otwarciu, gdy w kolejce jeszcze nie było nikogo. Pięć minut później stałem już w kolejce do kontroli bezpieczeństwa.


Udostępnij:

piątek, 15 listopada 2019

Relacja: LOT Belgrad - Warszawa klasa ekonomiczna (E170)

Za sprawą przejęcia pieczy nad lotniskiem im. Nikoli Tesli przez spółkę Vinci Airports, w nadchodzących latach najprawdopodobniej czeka je znaczna rozbudowa. Jednak już dziś nie prezentuje się ono najgorzej, przynajmniej w strefie ogólnodostępnej.

W chwili mojej podróży, w lipcu 2019, nasz rodzimy przewoźnik obsługiwał z lotniska dwa połączenia dziennie. Na monitorach nad check-inami nie wyświetlała się informacja o numerze konkretnego rejsu, co sugerowałoby odprawę w trybie ciągłym.


Udostępnij:

niedziela, 6 października 2019

Relacja: LOT Warszawa - Belgrad klasa ekonomiczna (E170)

LOT kontynuuje swoje plany rozwoju oparte o gęstą siatkę połączeń w Europie Centralnej i Wschodniej. By móc określać się jako poważny gracz w tym regionie, obecność na lotnisku im. Nikoli Tesli w Belgradzie jest absolutnie niezbędna. Do jednego z największych portów lotniczych na Bałkanach LOT oferuje dwa połączenia dziennie z Warszawy, a wkrótce doda również rejsy ze swojego drugiego hubu w Budapeszcie.

Nasz narodowy przewoźnik, największa linia na warszawskim lotnisku Chopina, zdecydowanie zadbał o estetykę swoich check-inów. Niebieskie kolory wraz z logo żurawia wyglądają zdecydowanie lepiej i bardziej odprężająco niż krzykliwa pomarańcz dominująca przy pozostałych stanowiskach. 


Udostępnij:

poniedziałek, 16 września 2019

Relacja: KLM Amsterdam - Gdańsk klasa ekonomiczna (E190)

Powoli zbliżam się do swego dwusetnego lotu, jednak w dalszym ciągu niemal każdym kolejnym wciąż emocjonuję się równie mocno jak tym pierwszym, nawet jeśli jest to tylko szybka podróż Wizzairem na kilka godzin do jednego ze skandynawskich miasteczek.

Choć normalnie lot tradycyjną linią byłby dla mnie szczególnym wydarzeniem, po dwóch lotach w ciągu doby, w tym 11-godzinnym z Johannesburga, na ostatnim odcinku z Amsterdamu do Gdańska czekałem już tylko na sprawny do domu, w którym czekał na mnie wypoczynek po intensywnym tygodniu w Republice Południowej Afryki.


Udostępnij:

czwartek, 29 sierpnia 2019

Relacja: KLM Johannesburg - Amsterdam klasa ekonomiczna (B777-200ER)

Przesiadkę w Johannesburgu ciężko nazwać nieskomplikowaną. Po kilku minutach błądzenia za znakami, które zdawały się prowadzić w losowe miejsca, okazało się, iż trzeba wyjść ze strefy zastrzeżonej, a chwilę później ponownie przejść kontrolę bezpieczeństwa. Szczęśliwie, lotnisko o tej porze było już dość opustoszałe, a kontrola zajęła raptem 3-4 minuty.

Po szybkim zakupie południowoafrykańskiego wina z regionu Stellenbosch w sklepie duty-free, skierowałem się do saloniku SLOW. Johannesburg jako miasto ma nienajlepsze opinie, lotnisko też sprawiało wrażenie lekko zapomnianego, więc nie spodziewałem się niczego ponad kilka krzeseł i darmową coca-colę.


Mocno się pomyliłem. Już od recepcji było bardzo elegancko. Następnie znajduje się korytarz łączący dwie, niemal identyczne, części saloniku.


W każdej z nich znajduje się blat z jedzeniem na ciepło (akurat tego wieczoru był to makaron z sosem bolognese), sałatkami, wędlinami i serem. Wybór napojów (różne rodzaje napojów gazowanych, w tym piwo imbirowe) oraz alkoholi był również zaskakująco dobry.




Fotele były wygodne i poustawiane w taki sposób, by zapewnić maksimum komfortu i prywatności. Lounge był duży i nawet w godzinach szczytu powinno znaleźć się tu wolne miejsce. W czasie mojego pobytu przebywały w nim zaledwie pojedyncze osoby, więc ciężko mi ocenić jak wyglądałaby obsługa przy większej ilości gości, ale wieczorem salonik lśnił, a puste talerzyki i szklanki były błyskawicznie usuwane ze stolików.


Największe wrażenie zrobiły na mnie jednak toalety. Nie tylko ich ilość i wielkość, ale też wyposażenie; wysokiej jakości kosmetyki, prawdziwe, materiałowe ręczniki, a w kilku z nich prysznice. Były sprzątane regularnie, po każdym skorzystaniu z prysznica.


Właśnie tak powinno to wyglądać w salonikach, z których korzystają pasażerowie przesiadkowi. Możliwość wzięcia prysznica po długim locie przed dalszą podróżą czy spotkaniami to ogromny komfort i, de facto, konieczność, by czuć się swobodnie i przezwyciężyć zmęczenie.

Korzystając z wifi, zobaczyłem na Flightradarze, że lot, którym pierwotnie miałem dolecieć do Johannesburga, nie wylądował na lotnisku O.R. Tambo, lecz został przekierowany na lotnisko Lanseria, co oznaczałoby dla mnie powrót do domu jeden dzień później. W życiu zawsze trzeba mieć trochę szczęścia ;-)


Po trochę ponad dwóch godzinach w saloniku, udałem się w kierunku gate'u, który znajdował się stosunkowo daleko. Dotarcie do niego zajęło ok. 7-10 minut szybkim marszem przez opustoszały terminal.


Z krzeseł ustawionych w pobliżu gate'u wydzielono strefę dla pasażerów premium (biznes oraz SkyPriority). Boarding nieznacznie się opóźnił ze względu na spóźnione przybycie załogi, która defiladowym krokiem przeszła obok kilkuset czekających pasażerów. Sprawiali sympatyczne wrażenie; uśmiechali się do oczekujących i przywitali się, co chyba widziałem po raz pierwszy w życiu i, muszę przyznać, było miłym doświadczeniem.


Całkiem długo trwał boarding pasażerów na wózkach, których było co najmniej kilkunastu. Następnie do rękawa zaproszono pasażerów klasy biznes i posiadaczy kart statusowych.


KLM KL592

Johannesburg O.R. Tambo (JNB) - Amsterdam Schiphol (AMS)
Planowy wylot: 23:55
Planowy przylot: 10:20
Długość rejsu: 11 h 25 min
Samolot: Boeing 777-200ER PH-BQP
Klasa ekonomiczna
Miejsce: 20H (przejście)

Wnętrze maszyny wyglądało identycznie jak na locie z Amsterdamu do Kapsztadu; ten sam układ siedzeń, te same fotele, identyczny system rozrywki pokładowej.


Oferowane przez KLM w klasie ekonomicznej poduszki nie są niczym genialnym, ale mimo wszystko umiejscowiłbym je w rankingu powyżej średniej. Koce są duże i przyjemne, bez problemu można nimi okryć siebie całego, co zresztą i zrobiłem w nocy, gdyż było mi dość zimno (choć nie przeraźliwie zimno, jak na locie ze Sztokholmu do Hongkongu).


Tym razem samolot był wypełniony praktycznie do ostatniego miejsca i było znacznie mniej spokojnie niż na locie z Amsterdamu do RPA, jednak późna godzina i wygodne oparcia oraz zagłówki zrobiły swoje i wkrótce większość pasażerów szybko usnęła.

Kolację podano ok. godziny po starcie. Pechowo, mój rząd okazał się być ostatnim (lub jednym z ostatnich) do obsłużenia przy obu serwisach. Byłem zmęczony do tego stopnia, że nie spodziewałem się, iż doczekam na swoją kolej i poważnie rozważałem zignorowanie jedzenia i spanie. Z perspektywy czasu, chyba warto było to zrobić, zważywszy na fatalny smak dania, którym była wołowina podawana na kształt lasagne (nie było innego wyboru).


Mięso akompaniował suchy ryż i twarda bułka, a także zielony groszek z marchewką (również twardawe, a jakże).

W pudełeczku znajdowała się kostka sera, krakersy i masło, podobnie jak na poprzednim locie. Deser w postaci ciasta a'la francuskiego z jabłkami oraz sałatki z kaszą były na podobnym poziomie, co danie główne.

Nie byłem specjalnie głodny dzięki makaronowi i sałatce, które zjadłem wcześniej w saloniku, jednak nawet w odwrotnej sytuacji nie byłbym w stanie zjeść czegoś o tak odpychającym smaku i niskiej jakości. Patrząc po pasażerach dookoła, nie ja jedyny.


Choć wylot tuż przed północą może się wydawać męczący (check-out z hotelu to standardowo 11:00 lub 12:00, co pozostawia 12 godzin do odlotu, w czasie których trzeba się gdzieś podziać), jednak po głębszym zastanowieniu ma swój plus: wszyscy są na tyle zmęczeni, że przesypiają większość z 11 godzin lotu, co znacznie ułatwia jego przetrwanie, zwłaszcza przy pełnym obłożeniu i ciasnych fotelach.

Nie wiem, czy to kwestia wygodnych foteli, czy raczej intensywnego wyjazdu i zmęczenia, ale przespałem zdecydowaną większość lotu, wstając tylko raz do toalety. Obudziłem się ok. 1,5 godziny przed lądowaniem, w samą porę na śniadanie.


Na śniadanie do wyboru były naleśniki lub omlet z serem oraz kiełbaska i pieczony pomidor. "Do wyboru" tzn. do momentu, gdy zabrakło naleśników, mniej więcej dwa rzędy nim stewardesa dotarła do mnie. Posiłki wydawano jednocześnie od przodu i od tyłu, a oba wózki spotkały się mniej więcej przy moim fotelu. I tak chciałem poprosić o omlet, ale niektórzy współpasażerowie byli oburzeni brakiem naleśników.

Wciąż nie jestem pewien - to croissant czy bułka?
Zanim wreszcie przystąpiłem do konsumpcji, spora część pasażerów zdążyła już zjeść i przemieszczali się po kabinie, stając nad głowami pozostałych, wciąż jedzących. Nad moją głową stała starsza pani z Wysp Brytyjskich, która opowiadała znajomym o szczegółach swojego wypadku, w czasie którego pokaleczyła nogę, "która teraz strasznie krwawi i ropieje", jednocześnie mocząc swoją koszulę w moim talerzu.

Nie zepsuło mi to jednak posiłku, bo i nie było czego psuć. Jedzenie ponownie okazało się niemal niezjadliwe. Omlet był kwaśny, smak kiełbasy najbliższy był tekturze, a jogurt przypominał rozwodnioną bitą śmietanę. Do owoców nie miałem zastrzeżeń, chociaż tyle. Mimo wszystko i tak zjadłem większość zawartości tacki, gdyż po niemal 10 godzinach lotu czułem głód, a nie wiedziałem, czy po lądowaniu będzie dość czasu, by zjeść przed następnym lotem, do Gdańska. 

Reszta podróży zleciała już szybko. Nie rozpakowałem nawet słuchawek, kątem oka na ekranie dwa rzędy przed sobą, po drugiej stronie korytarza, zobaczyłem kilka urywków filmu "A Star is born" z Bradleyem Cooperem i Lady Gagą. Upewniły mnie tylko w przekonaniu, że nic nie straciłem nie oglądając go.


Zgodnie z zapowiedzią kapitana, tym razem lądowanie (punktualne) również odbyło się na najdalszym pasie Schiphol, którym jest Polderbaan, więc taxi do terminalu trochę trwało, podobnie jak de-boarding. Miło rozprostować nogi po tylu godzinach siedzenia.

Choć ten lot był znacznie mniej przyjemny od poprzedniego longhaulu KLMem, bo jedzenie było fatalne, pasażerowie uciążliwi, a samolot wypełniony do ostatniego miejsca, nie jest to wina linii. Po cateringu z, owianego złą sławą, Johannesburga nie spodziewałbym się jedzenia typu gourmet. Załoga była mniej przyjazna niż poprzednio, choć w dalszym ciągu profesjonalna. a także błyskawicznie rozdała posiłki po starcie oraz stosunkowo niedługo przed lądowaniem, pozwalając pasażerom zmaksymalizować czas ich snu.

Tym razem obyło się też bez zgubionych walizek, więc uważam, iż całe doświadczenie było poprawne i nie wahałbym się wybrać KLMu ponownie, jeśli cena byłaby konkurencyjna.

Udostępnij:

niedziela, 4 sierpnia 2019

Relacja: Kulula Cape Town - Johannesburg klasa ekonomiczna (B737-400)

Linia lotnicza pod nazwą "Kulula" nie brzmi dla mnie jak przewoźnik oferujący produkt premium. Całkiem słusznie, gdyż jest to jedna z marek Comair odpowiadająca za obsługę sektora LCC. Z kolei Comair to przewoźnik, który od założenia w 1946, przez 72 lata z rzędu nieprzerwanie notował zyski, więc chyba można mu wybaczyć tę niezbyt ekskluzywną nazwę.

Linia ta, oprócz innych usług, zarabia dzięki Kululi oraz "British Airways operated by Comair" - maszyny w malowaniach British Airways, mundury załogi jak w British Airways, lecz w rzeczywistości operatorem jest Comair, co samo w sobie jest fascynujące.

Obie marki Comair - Kulula oraz British Airways
Źródło: Boeing
Udostępnij:

niedziela, 14 lipca 2019

Relacja: airBaltic Ryga - Warszawa klasa biznes (Bombardier Q400)

Lotnisko w Rydze jest nowoczesne, przestronne i zapewnia dużą ilość światła słonecznego, co czyni przesiadki dużo przyjemniejszymi. Nie cierpię ciemnych pomieszczeń bez światła dziennego. Nie tylko mam wrażenie, że potęgują one zmęczenie, ale i ograniczają ilość możliwości spotterskich.

Niestety tym razem to nie tym samolotem dane mi było lecieć
Podczas swojej przesiadki, oprócz wizyty w mieście, zrobiłem całe mnóstwo zdjęć "limonkowych ogonów" maszyn airBaltic.


Stanowią one zdecydowany trzon wszystkich operacji portu lotniczego w stolicy Łotwy.



Z mniej typowych gości, kilkadziesiąt minut przed moim odlotem do jednego z rękawów podjechał Boeing 767-300 Privilege Style.


Jeszcze kilka lat temu z Rygi można było bezpośrednio polecieć szerokim kadłubem do Nowego Jorku, za sprawą połączenia Uzbekistan Airways, które na trasie z/do Taszkientu miało tu międzylądowanie. Jednak od czasu, gdy przewoźnik odebrał Boeingi 787, zdolne do bezpośrednich lotów do USA, ryskie lotnisko zostało pozbawione regularnych odwiedzin szerokokadłubowców.

Bardzo zależało mi na punktualności mojego lotu do Warszawy, gdyż każde opóźnienie oznaczało ryzyko, iż noc będę musiał spędzić nie w domu, lecz w Warszawie, zupełnie spontanicznie. Po kilkunastu godzinach na nogach i intensywnych kilku dniach za sobą, niezbyt mnie kusiła taka wizja.



Po zmianie gate'u okazało się, iż wejście do samolotu będzie odbywało się nie za pomocą rękawa, lecz autobusu.

airBaltic BT467
Ryga (RIX) - Warszawa  im. Chopina (WAW)
Planowy wylot: 18:20
Planowy przylot: 18:45
Długość rejsu: 1 h 25 min
Samolot: Bombardier Dash Q400 YL-BBW
Klasa biznes
Miejsce: 2F (okno)










Po odstaniu swojego w kolejce do drzwi, wszedłem na pokład i zająłem miejsce 2F, po prawej stronie samolotu pod oknem. airBaltic w klasie biznes blokuje sąsiednie miejsce, dlatego miałem dwa fotele tylko dla siebie.

Wielkość klasy biznes dostosowywana jest do ilości chętnych. Na tym locie byłem jedynym pasażerem w tej klasie serwisowej, podczas gdy klasa ekonomiczna była w większości zajęta.


Pomimo krytyki, która często spada na Bombardiery Q400, moim zdaniem wcale nie brakuje w nich miejsca. Wprawdzie kabina jest mniejsza od A320 czy B737, ale w Q400 nie używa się cienkich foteli typu slim-line, a układ siedzeń 2+2 jest zdecydowanie mniej klaustrofobiczny niż 3+3. Miękkie oparcie foteli oraz ich ergonomiczne wyprofilowanie czynią tę maszynę prawdopodobnie moją ulubioną wśród samolotów na krótkich trasach regionalnych.



Gdy wygodnie usadowiłem się na swoim miejscu, sympatyczna stewardesa ponownie powitała mnie na pokładzie, zaproponowała drink powitalny (woda lub sok pomarańczowy), koc i poduszkę oraz przegląd prasy międzynarodowej.

Przedstawiono mi także (świetnie mi już znane z poprzednich lotów) menu. Pasażerowie klasy biznes mogą wybrać swój posiłek przez internet przed lotem. Nie skorzystałem z tej możliwości i zdałem się na los.


Na wszystkich moich czterech lotach załogi wyglądały perfekcyjnie - nieskazitelnie czyste mundury, nienaganne maniery i uśmiech przy każdej interakcji z pasażerami.

Drzwi dość długo pozostawały otwarte, co wynikało z przejazdu pasażerów dwoma autobusami oraz tankowaniem samolotu. Gdy usłyszałem o konieczności tankowania, byłem już pewien, że wieczór spędzę nie w domu, lecz szukając noclegu w Warszawie. Tankowanie, ze względów bezpieczeństwa, wyraźnie wydłuża boarding, który i tak zaczął się z opóźnieniem.


Gdy nareszcie udało się zakończyć wszystkie procedury, rozpoczęło się kołowanie do pasa, a następnie rozbieg, w czasie którego dostrzegłem maszyny należące do miejscowego muzeum lotnictwa. Znajdował się wśród nich, podarowany w 2009 roku, Tupolew Tu-134 w barwach rosyjskiego Aerofłotu.


W odróżnieniu od większości startów na pokładzie "Typowego Dasha", tym razem wznoszenie było bardzo gwałtowne i strome, zupełnie jak w odrzutowcu. Kilka minut później wszystko spowiły  gęste chmury, a stewardesy zaczęły przygotowania do serwisu pokładowego.


Przeprowadzenie serwisu na tak krótkiej, ok. godzinnej, trasie wymaga sprawnych ruchów, dlatego po przekroczeniu 10 tysięcy stóp, purserka bez zwłoki zaczęła przygotowywać moją kolację, zaczynając od zaproponowania mi napoju - poprosiłem o szklankę soku pomarańczowego.


Niedługo później na stoliku przede mną pojawiła się ciepła kolacja - pierś z kaczki z puree marchewkowym, warzywami oraz sosem szafranowym.


Chyba w tym momencie byłem pod największym wrażeniem serwisu airBaltic - ciepły posiłek na pokładzie Bombardiera Q400. Przewoźnicy w Europie stosują różne wymówki usprawiedliwiające brak porządnych posiłków (nawet w klasie biznes). Wymówka w postaci samolotu, w którym zazwyczaj nie instaluje się piekarników do podgrzewania jedzenia, jest moim zdaniem zrozumiała.

Brawa dla airBaltic, że nie zważając na możliwość wykpienia się, poszło krok dalej niż bym tego oczekiwał i było w stanie tak dostosować wyposażenie maszyny, by zapewnić pasażerom najwyższy możliwy komfort, adekwatny do ceny, którą płacą za lot w klasie biznes.



Pieczywo mogłem wybrać z koszyka, w którym znajdowały się m.in. ciepłe bułki czy łotewski chleb na miodzie (fantastyczny, koniecznie spróbujcie!).

Po wydaniu mi posiłku, obsługująca mnie stewardesa przeszła na tył samolotu, by pomóc swoim kolegom w (płatnym) serwisie w klasie ekonomicznej.

Gdy wróciła po dłuższej chwili, gorąco namawiała mnie na kawę lub herbatę do deseru, lecz byłem tak syty i zmęczony, że odmówiłem.

Bardzo zależało mi na szybkim lądowaniu, jednak ku mojemu rozczarowaniu, kolejka do warszawskiego lotniska była długa, a co za tym idzie również i krążenie w okolicy trwało naprawdę długo.


Gdy wreszcie udało się wylądować, czekało nas długie kołowanie, przerywane koniecznością przepuszczania innych maszyn.


Bombardier Q400 w pełnym malowaniu LOT (na pierwszym planie) oraz A340 Air Belgium (w tle) wykonujący loty w zastępstwie uziemionych Dreamlinerów LOTu
Po dotarciu do ostatecznej pozycji postojowej rozpoczął się deboarding za pomocą autobusu. Czekając aż pozostali podróżni wsiądą do autobusu, obserwowałem jak w pierwszej kolejności wypakowywane są przesyłki Poczty Polskiej. Pomyślałem, że to ostateczny koniec szans, by odebrać bagaż i zdążyć na pociąg z Warszawy Centralnej.

Ilość (niekorzystnych) przypadków i zbiegów okoliczności na tym locie, to wręcz komedia, oczywiście były one zupełnie niezależne od przewoźnika, a ostatecznie bez większego problemu zdążyłem na (ostatni tego dnia) pociąg do domu i wszystko skończyło się szczęśliwie.

airBaltic to bardzo wygodna i efektywna linia butikowa (mająca poważny plan rozwoju), która oferuje loty w wiele unikalnych miejsc, do których można się dostać po łatwej i przyjemnej przesiadce na lotnisku w Rydze. Z ogromną radością skorzystam z ich usług ponownie w przyszłości.

Udostępnij:

niedziela, 23 czerwca 2019

Relacja: airBaltic Ałmaty - Ryga klasa biznes (A220-300)

Po krótkim pobycie w dawnej stolicy Kazachstanu, przyszedł czas na powrót do Europy i kolejną podróż na pokładzie Airbusa A220. By wejść do hali odlotów, należy najpierw przejść wstępną kontrolę bezpieczeństwa, co jest normą w wielu azjatyckich krajach.

Air Astana ewidentnie pozycjonuje się jako "gospodarz" lotniska w Ałmatach.

Udostępnij:

poniedziałek, 3 czerwca 2019

Copyright © Odlotowe Podróże | Powered by Blogger
Design by SimpleWpThemes | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com