Po spędzeniu kilku godzin na Starym Mieście Rygi, wróciłem autobusem na lotnisku i po minięciu zielonego rządku check-inów airBaltic, udałem się na fast track, na którym kontrola bezpieczeństwa zajęła mi 3 minuty.

airBaltic nie dysponuje własnym salonikiem, a w całym porcie lotniczym znajduje się zaledwie jeden lounge, z którego korzystają wszystkie linie lotnicze. Przy takim stanie rzeczy spodziewałem się loungu typu "woda i solone paluszki". Mocno się zdziwiłem!
Lubię gdy salonik ma dostęp do światła dziennego, a jeśli przy okazji mogę podziwiać ruch samolotów na płycie lotniska, jestem w niebie.

Gniazdka z prądem znajdują się w wystających z podłogi kolumnach, umieszczonych co kilka foteli. Sala jadalna jest stosunkowo duża, ale rozmaite poprzedzielania i sposób ustawienia foteli nie sprawiają iż czujemy się odsłonięci. Największym minusem saloniku jest fakt, iż w godzinach szczytu ciężko o wolne miejsca.

Oprócz głównego pomieszczenia, znajdziemy też salę telewizyjną.

Idąc korytarzem wgłąb, znajdziemy również toalety i eleganckie, prywatne pokoje, które są dodatkowo płatne (od 59 euro za 3 godziny pobytu) i nie należą do tanich.

![]() |
"Primeclass Suite" Źródło: Strona lotniska w Rydze |
Największe wrażenie zrobiło na mnie jedzenie. Wybór był naprawdę solidny; potrawy na ciepło, wędliny, przekąski, napoje, a nawet lody.




Nie mogę sobie przypomnieć żadnego loungu kontraktowego w Europie, który oferowałby tak wysoki poziom, że śmiało mógłby rywalizować z salonikami czołowych linii w tej części świata.
Po kolacji skierowałem się na kontrolę paszportową, a następnie w okolice gate'u położonego na wysokości płyty lotniska.

airBaltic BT746
Ryga (RIX) - Ałmaty (ALA)
Planowy wylot: 23:20
Planowy przylot: 07:35
Długość rejsu: 5 h 15 min
Samolot: Airbus A220-300 (Bombardier CS300) YL-CSB
Klasa biznes
Miejsce: 3A (okno)
Boarding polegał na przejściu ok. 30 metrów po płycie lotniska, dzięki czemu wreszcie mogłem sfotografować z bliska obiekt moich westchnień od czasów, gdy nie był nazywany jeszcze Airbusem A220, lecz Bombardierem CSeries.

Spore silniki oraz nietypowy, zaokrąglony kształt okien w kabinie pilotów rzucają się w oczy od pierwszej chwili.

Mój sprint przez płytę i po schodach dał mi dobre kilkadziesiąt sekund na zrobienie zdjęć kabiny pod każdym możliwym kątem bez pasażerów czekających niecierpliwie za moimi plecami. Mood lighting i odprężająca muzyka w czasie boardingu wprawiają w relaksujący nastrój już od drzwi.
![]() |
Fioletowe podświetlenie kabiny nadawało jej jeszcze bardziej futurystycznego wyglądu |
Fotele rozmieszczono w układzie 2+3, co jest świetną wiadomością właściwie dla wszystkich, gdyż nie tylko daje możliwość wspólnego siedzenia niezależnie od ilości osób, z którymi wspólnie podróżujemy, ale przede wszystkim ogranicza ilość środkowych foteli do zaledwie jednego na pięć. Podobno są one też szersze od pozostałych, by wynagrodzić siedzących na nich, jednak nie zauważyłem wyraźnej różnicy gołym okiem.

Zainstalowane w kilku pierwszych A220 przewoźnika fotele typu slim są pozbawione zagłówków i mają dość twarde oparcia, co było jednym z głównych zarzutów podnoszonych przez pasażerów, dlatego w odbieranych później maszynach przewoźnik zdecydował się na ich ulepszoną wersję. Brakuje też gniazdek do ładowania swoich urządzeń, co może doskwierać zwłaszcza na najdłuższych, niemal 6-godzinnych lotach do Ałmatów czy Abu Dhabi.

Klasa biznes w airBaltic to takie same fotele jak w klasie ekonomicznej, jednak z gwarantowanym wolnym miejscem obok, co czyni siedzenie w rzędzie na lewej burcie (2A, 3A itp.) zdecydowanie najlepszym wyborem, gdyż gwarantuje nam dwa fotele tylko dla siebie. Ilość rzędów w biznesie jest dostosowywana w zależności od ilości pasażerów, gdyż wymaga jedynie przewieszenia kurtyny oddzielającej obie kabiny.
![]() |
Miejsce 2A |
![]() |
Miejsce 2A |
W pierwszym i drugim rzędzie wolne miejsca są zablokowane stolikiem na drinki lub jedzenie, jednak rozwiązanie to, choć daje wygodę rozstawienia chociażby napojów, uniemożliwia położenie się czy siedzenie bokiem na dwóch miejscach jednocześnie.

![]() |
W oczy rzucają się wielkie okna, jeden ze znaków rozpoznawczych A220 |
Gdy zająłem miejsce, zaproponowano mi drink powitalny (woda lub sok pomarańczowy) oraz wręczono menu, które (za wyjątkiem dania głównego) wyglądało podobnie do tego na locie z Gdańska do Rygi:
Przystawka
Tuńczyk z mango i awokado
Danie główne
Pieczona pierś z kaczki z puree marchewkowym, warzywami i sosem szafranowym
Deser
Serek ricotta z płatkami owsianymi i musem malinowym
Przy okazji wręczenia menu, purserka opowiedziała też, iż po starcie zostanie podana kolacja, a przed lądowaniem śniadanie i zapytała, czy chcę jeść od razu, czy też wolałbym później. Wow, aż dwa posiłki na 5-godzinnym locie!
![]() |
Drink powitalny podawany z tacy |
Czekające na moim fotelu poduszka oraz polarowy koc były zadowalająco duże i przyjemne w dotyku.

Moim ulubionym "bajerem" A220 są ekraniki umieszczone w każdym rzędzie nad głowami. Rozwiązanie dawno nieużywane (w niektórych starych B737-400 też można było znaleźć ekrany), które znacznie ułatwia pracę stewardessom, gdyż można dzięki niemu wyświetlić automatycznie instrukcję bezpieczeństwa, informacje o locie (np. odległość do celu i przybliżoną godzinę przybycia) czy nawet reklamy.



Po zakończeniu boardingu i rozpoczęciu pushbacku, na ekranach nad głowami wyświetlono instrukcję bezpieczeństwa. Zaskoczył mnie wysoki wskaźnik wypełnienia maszyny; w klasie biznes oprócz mnie znajdowało się jeszcze 6 osób, klasa ekonomiczna też wyglądała na całkiem przyzwoicie wypełnioną.

Wystartowaliśmy z kilkunastominutowym opóźnieniem. Po przekroczeniu 10 tysięcy stóp stewardesa rozwinęła zasłonę oddzielającą klasę biznes i ekonomiczną, a ja udałem się do toalety. W samolocie znajdują się dwie; jedna dla klasy biznes z przodu maszyny, i jedna z tyłu, dla klasy ekonomicznej. Jest to dość zaskakujący wybór linii zważywszy na obecność na pokładzie aż 145 foteli.

Toaleta jest jasna i naprawdę ogromna jak na samolotowe standardy. Śmiało może konkurować wielkością z toaletami w samolotach szerokokadłubowych.

Zlew jest wystarczająco duży, by umyć w nim obie ręce i nie zachlapać podłogi, na co często skarżą się pasażerowie Boeingów 737 MAX.
Po powrocie na miejsce zauważyłem, że zmienił się kolor oświetlenia kabiny. W czasie boardingu fioletowy, teraz stał się czerwonawy.

Dostępne w panelu nad głową nawiewy powietrza mają jedną wadę; po odkręceniu dosyć głośno świszczą, co może być uciążliwe dla usiłujących zasnąć.
Serwis zaczął się od mokrych, gorących ręczników i zebrania zamówienia na drinki. Już wtedy zorientowałem się, że mam do czynienia z fantastyczną załogą. Doświadczona purserka obsługująca klasę biznes była niebywale sympatyczna i profesjonalna; używała zwrotów grzecznościowych, często się uśmiechała, poruszała się z olbrzymią gracją, a wszystkie zamówienia udało jej się zapamiętać bez zapisywania.
Zamówiłem colę i gin z tonikiem, które znalazły się na moim stoliku chwilę później.

Posiłki podano ok. godziny po starcie, gdy akurat przelatywaliśmy nad rozświetloną Moskwą.

Choć nie jest to zły wynik, dochodziła już północ, a do lądowania było tylko kilka godzin, dlatego część pasażerów wolała się wyspać i zrezygnować z kolacji. Podanie dwóch posiłków na 5-godzinnym, nocnym locie to skomplikowana logistycznie operacja, dlatego doceniam możliwość zjedzenia w dowolnym momencie, zgodnie z naszym życzeniem.

Przystawka i deser były identyczne jak na poprzednim locie, różniło się za to danie główne - pierś z kaczki.

Pieczywo mogłem wybrać sobie z koszyka. Zdecydowałem się na ciepłą bułkę i kromkę fantastycznego, łotewskiego ciemnego chleba na miodzie.
Kaczka to stosunkowo skomplikowane do przyrządzenia mięso, które zazwyczaj wychodzi lekko gumowe, dlatego byłem sceptyczny co do możliwości poprawnego przygotowania (tzn. odgrzania) go w samolocie. I tu się myliłem; mięso było kruche, ale przy tym wciąż soczyste, a skórka chrupka. Nie mniej smaczne były pieczone warzywa i puree marchewkowe.

Ponownie "wyczyściłem" miseczkę z deserem, który bardzo mi smakował i wcale nie był tak tłusty i ciężki, jak można by było się spodziewać.

Posiłek był bardzo smaczny, jakże szczęśliwy byłem kładąc się spać po tak apetycznej i sycącej kolacji!
Obudziłem się po trochę ponad dwóch godzinach solidnego snu, ok. 1 h 20 min od Ałmatów, gdy słońce powoli wyłaniało się już spod horyzontu.

Śniadanie w postaci łososia z makaronem i warzywami oraz ciepłej bułki podano mi na 50 minut przed lądowaniem. Wypiłem do niego szklankę pomarańczowego soku.


Nie przepadam za daniami rybnymi w samolocie. Choć ryba nie była najgorsza, makaron był twardy. Chyba klasyczny omlet lub kiełbaska byłyby bezpieczniejszym i łatwiejszym w realizacji rozwiązaniem.
Na tacce znajdowały się także chusteczka myjąca oraz czekoladka marki Laima - najsłynniejszego łotewskiego producenta czekolady. Grafika na jej opakowaniu przedstawiała jedną z największych atrakcji Łotwy - katedrę w Rydze. Jestem zdecydowanym zwolennikiem promowania przez linie krajów, które reprezentują, dlatego bardzo spodobał mi się ten akcent.

Chwilę później rozdano karteczki wjazdowe do Kazachstanu.

Spoglądając na ruchomą mapę na ekranie wciąż nie mogłem uwierzyć, w jak odległe i orientalne okolice udało mi się dotrzeć w tej podróży. Kazachstan jest gigantycznym krajem (9. największym na świecie pod względem powierzchni), a jego najdalsze zakątki leżą ponad 4 tysiące kilometrów od Polski. Znacznie bliżej Ałmatów leży stolica Kirgistanu, Biszkek, bo zaledwie przysłowiowy "rzut beretem".

Gdy rozpoczęliśmy podchodzenie do lądowania, za oknem zdążyło się zrobić zupełnie widno. Niestety zapierający dech w piersiach widok ośnieżonych górskich szczytów przypadł pasażerom siedzącym po drugiej stronie maszyny. Mi przypadły domki i zielone pola.


Po wylądowaniu dojechaliśmy do końca pasa, by następnie powoli dokołować do stanowiska postojowego.
![]() |
Po lewej widoczne dwie maszyny typu An-26 Sił Powietrznych Kazachstanu |

Deboarding odbył się z wykorzystaniem dwóch autobusów, który sprawnie przewiozły pasażerów do hali przylotów z licznymi stanowiskami kontroli paszportowej, którą udało mi się przejść w ciągu raptem kilkunastu minut.

Choć można dostrzec pewne niedociągnięcia chociażby w postaci twardych foteli, należy pochwalić airBaltic za świetną załogę, wysoki poziom obsługi oraz słuchanie pasażerów. W maszynach dostarczonych przewoźnikowi później zainstalowano wygodniejsze fotele.
Połączenie ultranowoczesnej maszyny, świetnego serwisu i unikatowej trasy sprawiły, że byłem bardzo zadowolony z odbytego lotu w tak egzotyczne miejsce. Zważywszy na ilość ciekawych tras w siatce, przyjemnością skorzystałbym z tej linii ponownie, zarówno w świetnej klasie biznes, jak i ekonomicznej.
Jaka jest najdłuższa trasa, na której lecieliście na pokładzie łotewskiego przewoźnika?
0 komentarze:
Prześlij komentarz