Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LOT. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LOT. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 października 2020

Analiza: #LOTnaWakacje - sukces czy chwyt marketingowy?

Pod koniec września, gdy "kurz" wakacji już zdążył opaść, można z pewną dozą przekonania stwierdzić, że spektakularna akcja polskiego przewoźnika #LOTNaWakacje, wbrew obawom i sceptycyzmowi wielu, zakończyła się sukcesem.

I zanim padnie powtarzany tysiące razy argument "ale jak można zarobić na biletach do Grecji za 100 zł", chciałbym podkreślić, że klasyczne sposoby mierzenia wyników nie działają w trakcie pandemii. Abstrahując od faktu, iż pomimo bardzo niskich cen na początku, później bilety przebijały często granicę 1000 zł od osoby za lot powrotny (co z pewnością pozwala dopuścić myśli o rentowności/zyskowności takich lotów), dla LOTu bardzo istotny jest czynnik wizerunkowy.

E195 SP-LNB LOTu w malowaniu wafelków "Grześki" na lotnisku w chorwackim Zadarze po wykonaniu lotu w ramach akcji #LOTnaWakacje

Udostępnij:

czwartek, 20 sierpnia 2020

Relacja: LOT Warszawa - Zadar klasa ekonomiczna (E195) #LOTNaWakacje

Na swój pierwszy lot po lockdownie musiałem czekać długo, aż do początku lipca. Choć loty krajowe po Polsce odbywały się już od 1 czerwca, ich rozkład mógł pasować co najwyżej do planów niedzielnych turystów. Pomimo sporych chęci, nie udało mi się dopasować do żadnych z moich planów choćby jednego lotu z koronawirusowej siatki LOTu.

Więcej szczęścia miałem z innym projektem naszego narodowego przewoźnika, jakim jest #LOTNaWakacje. Pomimo niepokojącej sytuacji LOTu oraz plotkach o rychłym bankructwie, gdy dostrzegłem możliwość jednodniowej wycieczki do chorwackiego Zadaru, nie zastanawiałem się długo i postanowiłem zaryzykować trochę ponad 100 zł.


Udostępnij:

piątek, 15 listopada 2019

Relacja: LOT Belgrad - Warszawa klasa ekonomiczna (E170)

Za sprawą przejęcia pieczy nad lotniskiem im. Nikoli Tesli przez spółkę Vinci Airports, w nadchodzących latach najprawdopodobniej czeka je znaczna rozbudowa. Jednak już dziś nie prezentuje się ono najgorzej, przynajmniej w strefie ogólnodostępnej.

W chwili mojej podróży, w lipcu 2019, nasz rodzimy przewoźnik obsługiwał z lotniska dwa połączenia dziennie. Na monitorach nad check-inami nie wyświetlała się informacja o numerze konkretnego rejsu, co sugerowałoby odprawę w trybie ciągłym.


Udostępnij:

niedziela, 6 października 2019

Relacja: LOT Warszawa - Belgrad klasa ekonomiczna (E170)

LOT kontynuuje swoje plany rozwoju oparte o gęstą siatkę połączeń w Europie Centralnej i Wschodniej. By móc określać się jako poważny gracz w tym regionie, obecność na lotnisku im. Nikoli Tesli w Belgradzie jest absolutnie niezbędna. Do jednego z największych portów lotniczych na Bałkanach LOT oferuje dwa połączenia dziennie z Warszawy, a wkrótce doda również rejsy ze swojego drugiego hubu w Budapeszcie.

Nasz narodowy przewoźnik, największa linia na warszawskim lotnisku Chopina, zdecydowanie zadbał o estetykę swoich check-inów. Niebieskie kolory wraz z logo żurawia wyglądają zdecydowanie lepiej i bardziej odprężająco niż krzykliwa pomarańcz dominująca przy pozostałych stanowiskach. 


Udostępnij:

sobota, 21 kwietnia 2018

Analiza: Bilet "Polska? 3 razy TAK!" ogromną szansą LOTu?

Wraz ze zmieniającą się sytuacją polityczną w Europie i narastającym kryzysem migracyjnym, coraz bardziej zmieniają się preferencje turystów zarówno z Polski, jak i z całego świata. Paradoksalnie, Polska może na tym zdecydowanie zyskać.

I choć ilość turystów w naszym kraj jest wciąż znacznie niższa niż we Włoszech czy Hiszpanii, systematycznie rośnie. A co najważniejsze, gwałtownie rośnie ilość bogatych przyjezdnych, a w zasadzie takich, którzy wydają najwięcej. A są to... Chińczycy! Przynajmniej tak twierdzi GUS, według którego wydają oni średnio 7800 zł.

Kto by uwierzył, że równie egzotyczne, co dla nas pagody i taoistyczne świątynie, mogą być dla kogoś kamienice na Krakowskim Przedmieściu czy Zamek na Wawelu?
Nie bez znaczenia jest też rozwój siatki LOTu w Korei, Chinach i Japonii. Nie tylko są to stosunkowo zamożne kraje (szacuje się, że nawet w Chinach 200 do 300 mln obywateli odnotowuje zarobki na poziomie Europy Zachodniej).
Udostępnij:

wtorek, 10 października 2017

Relacja: 40-lecie Portu Lotniczego Zielona Góra - Babimost

Kluczem do sukcesu lotnisk regionalnych (przynajmniej w początkowej fazie) jest ich zaistnienie w świadomości mieszkańców danego miasta. Czy jest na to lepszy sposób niż imprezy lotnicze promujące port i przyciągające całe rodziny?

Ilość widzów podziwiających zgrabną sylwetkę lotowskiego E175 robiła wrażenie
Celem tego postu jest przybliżenie fantastycznej atmosfery panującej w trakcie pikniku z okazji 40-lecia istnienia portu w Babimoście. Typowy lot z niego oraz sprawy "techniczne" (finanse, perspektywy rozwoju) opisałem w trakcie mojej lipcowej wizyty. Dziś przeczytacie za to o idealnym sposobie na spędzenie soboty!
Udostępnij:

środa, 9 sierpnia 2017

Relacja: Sto wzlotów dla jednego szampana!

Choć lotów po Polsce odbyłem już kilkadziesiąt, a w większości z nich nie ma niczego wyjątkowego, ot szybkie 30 minut w powietrzu, tym razem było inaczej. Wszystko za sprawą mojego jubileuszu.

Czwarta nad ranem, a na dworze gorąco, w sam raz na spacer - uroki lata na południu Polski, a konkretniej na lotnisku w Pyrzowicach pod Katowicami

Udostępnij:

czwartek, 3 sierpnia 2017

Relacja: Historyczny DreamTour w Budapeszcie - część 2.

Przebrnąwszy przez pompatyczną stronę lipcowego DreamTouru, mogę przejść do lotu powrotnego oraz bajerów, którymi Dreamliner dosłownie ocieka.

Zwykle nużące i przydługawe czekiwanie na boarding, tym razem sprawiało raczej wrażenie branżowej konferencji z mnóstwem ekspertów oraz przedstawicielami władz i zarządu linii lotniczej

Udostępnij:

wtorek, 18 lipca 2017

Relacja: Historyczny DreamTour w Budapeszcie - część 1.

Na ofertę DreamTouru natrafiłem niemal zupełnie przypadkowo, na dodatek data (7 lipca) nie była najkorzystniejsza, lecz straciwszy podobną wycieczkę do Tallinna na początku tego roku, tej okazji nie mogłem przepuścić i kupiłem bilet w klasie ekonomicznej za 185 zł.

LO1533 Warszawa (WAW) - Budapeszt (BUD) 8:10 - 9:30 miejsce 20J (okno, rząd przy wyjściu ewakuacyjnym)
LO1534 Budapeszt (BUD) - Warszawa (WAW) 15:25 - 16:40 miejsce 11B (środek, rząd "klasyczny")

SP-LRG w Budapeszcie, gotowy do przyjęcia pasażerów na lot powrotny

Udostępnij:

czwartek, 13 lipca 2017

Relacja: "Lotnisko w Zielonej Górze - warte zachodu"

Moim postanowieniem na bieżący rok było odwiedzenie (i zrecenzowanie na blogu) jak największej ilości portów lotniczych w Polsce. Choć jeszcze na początku stycznia nie byłem pewien, czy to faktycznie słuszny kierunek, dostałem od losu dość wymowny znak, który nie pozwolił mi pozostać obojętnym...

Naturalnym celem wydało się lotnisko w Radomiu, nazywane złośliwie "lotniskiem widmo". Przyszłość portu lotniczego na Sadkowie wydawała się dość niepewna pomimo pięknego budynku i ogromu pracy włożonego w jego rozwój, więc wolałem odbyć z niego lot do Gdańska raczej prędzej niż później.

Ilość pozytywnych komentarzy, które pojawiły się pod postem, utwierdziła mnie w przekonaniu, że porty regionalne budzą duże zainteresowanie wśród czytelników.

Na liście moich życzeń znalazło się lotnisko w Zielonej Górze, które zaczęło mnie niesłychanie fascynować, choć o samym mieście wiedziałem niewiele.

Najnowszy slogan reklamowy województwa, niewidoczny na banerze przed terminalem, wyjątkowo przypadł mi do gustu - "Lubuskie - warte zachodu". A ta wizyta wymagała ode mnie sporo zachodu!
W Polsce funkcjonuje 13 lotnisk cywilnych, z których wykonywane są połączenia regularne. Dla porównania, w Norwegii jest ich aż 60 (choć znalazłem dane mówiące o jeszcze większej liczbie). Według większości ekspertów, "magicznym" progiem rentowności jest obsługiwanie 500 tysięcy pasażerów rocznie.

Pomijając kwestie dotacji w Norwegii oraz tego, że część kosztów jest stała niezależnie od wielkości lotniska (np. konieczność posiadania służb ratunkowych), częstym problemem pozostaje przecenienie możliwości miasta, w okolicy którego znajduje się lotnisko, oraz megalomania.

W Skandynawii lotniska bywają dotowane, gdyż w wielu sytuacjach stanowią jedyne sensowne połączenie danej okolicy z resztą kraju. Takie lotniska to coś zupełnie innego, niż to, do czego przywykliśmy w Polsce - często to jeden prosty budynek zawierający wszelkie niezbędne wyposażenie. Taka konstrukcja zwiększa efektywność, jednocześnie obniżając koszty, co jest kluczem do sukcesu dla mniejszych portów lotniczych.

Hala przylotów jest stosunkowo dużej wielkości i mieści w sobie toalety, kilka rzędów ławek, zdjęć regionu... 
...a także karuzelę do bagażu
Oczekujący na przylatujących mogą poczekać na komfortowych, skórzanych fotelach
I właśnie efektywność oraz funkcjonalność to słowa-klucze portu w Zielonej Górze, które uchroniło się od bycia realizacją czyichś osobistych ambicji. Zamiast tego, perfekcyjnie spełnia przypisaną mu rolę, co ma wpływ na dość pozytywne rokowania finansowe na przyszłość i szansę osiągnięcie rentowności poniżej progu pół miliona pasażerów.

Jestem gorącym zwolennikiem teorii, że przy odpowiednim planowaniu, nawet niewielkie lotniska mogą przynosić zyski i przyczyniać się do rozwoju regionu, dlatego port w Babimoście tak mnie zaintrygował. Czyżby miał już wkrótce stać się przykładem na poparcie mojej tezy?

Niestety wycieczki do niego nie mogłem odbyć bez zaliczenia nocy w województwie lubuskim, gdyż obsługuje ono wyłącznie jeden lot w ciągu dnia - do Warszawy:

Taki rozkład lotów umożliwia podróże na wszystkich trasach LOTu po przesiadce na warszawskim lotnisku Chopina
Źródło: strona lotniska w Zielonej Górze
Wziąłem sobie jednak do serca hasło promujące województwo - "Lubuskie - warte zachodu" i z przyjemnością skorzystałem z zaproszenia portu lotniczego w Zielonej Górze, by napisać relację z lotu do Warszawy.


Mój śmiały plan podróży, który zakładał lot i powrót najbliższym samolotem, po zaledwie kilku godzinach, nieznacznie się skomplikował, gdy udało mi się dostać bilety w dobrej cenie na DreamTour w Budapeszcie tego samego dnia.

Po krótkim locie z warszawskiego Okęcia i kilkugodzinnym pobycie w najbardziej wysuniętym na zachód województwie naszego kraju, przyszła pora na doświadczenie, którego z niecierpliwością oczekiwałem od kilku miesięcy.

Bardzo doceniam dbałość o szczegóły, a wywieszenie logo LOTu oraz oznaczenie nim stanowisk odprawy jest na to dobrym przykładem
Jak wspominałem, lotnisko ustrzegło się megalomanii. Główny hol mieści dwa stanowiska odprawy biletowo-bagażowej, toalety oraz stoisko wypożyczalni samochodowej Avis.

Swoją drogą warto nadmienić, że przed terminalem znajduje się bezpłatny parking, czym w Polsce, oprócz Zielonej Góry, może pochwalić się niewiele lotnisk, a są nimi m.in. Radom oraz Rzeszów.

Rozmiary parkingu są w zupełności wystarczające, szczególnie zważywszy na busy skorelowane z lotami w cenie zaledwie 10 zł od osoby. Jak na odległość do centrum (ok. 35 km) to dość atrakcyjna cena
Tuż obok wejścia znajduje się (aktualnie nieużywane) stoisko, które mogłoby pełnić rolę wypożyczalni samochodowej lub informacji turystycznej (widoczne po prawej).

Niewielka odległość od parkingu na szczęście nie przeszkodziła w umieszczeniu w budynku wózków do bagażu
Choć nie funkcjonuje żaden sklep ani punkt gastronomiczny, ustawiono maszynę vendingową oraz automat z ciepłymi napojami, które są w zupełności wystarczające przy aktualnym ruchu.

Oczywiście znajdziecie też stoliczki i kilka ławek oraz duży plakat z okazji podróży miejskiej dumy - klubu żużlowego Falubaz. Nie udało mi się uchwycić dobrego zdjęcia tej części holu ze względu na zbyt wielu przesiadujących tam pasażerów.


Na sąsiednim stojaku z prasą zaskoczyła mnie różnorodność materiałów; oprócz broszur reklamowych w kilku językach, znalazłem również profesjonalne magazyny o lotnictwie!

Na którym innym lotnisku przeczytacie za darmo branżowe czasopisma, a nie tylko lotniskowe "reklamówki"?
Za uchylonymi drzwiami po prawej stronie znajduje się kontrola bezpieczeństwa. Lotnisko jest niewielkich rozmiarów, a drogę od wejścia, poprzez nadanie bagażu i kontrolę bezpieczeństwa, po zajęcie miejsca w strefie odlotów można pokonać w dosłownie 10 minut.

O takim luksusie na innych lotniskach można tylko pomarzyć! Jest to szczególnie cenne w przypadku wczesnych odlotów, w godzinach porannych, gdy każde 10 minut dodatkowego snu jest na wagę złota.

Kontrola bezpieczeństwa znajduje się bezpośrednio za uchylonymi drzwiami
Pomimo widocznej na zdjęciu tabliczki z napisem "przyloty", w rzeczywistości są one obsługiwane w nowym budynku, którego wnętrze mieliście okazję zobaczyć na początku wpisu.

Nowoczesny budynek hali przylotów umożliwia obsługę lotów również spoza strefy Schengen. Położony jest ok. 50 metrów od głównego budynku lotniska
Po przejściu kontroli bezpieczeństwa, wychodzimy wprost na szeroki korytarz prowadzący do drzwi wyjściowych do samolotu (widocznych po prawej stronie zdjęcia). W tej części znajdują się również toalety.

Część za szybą, widoczna w tle, to dawna strefa przylotów, aktualnie nieużytkowana
Obok, na prawo od taśmy ze skanerem bagaży, znajduje się druga, większa poczekalnia...

Pomieszczenia są dobrze doświetlone dzięki dużym oknom z widokiem na pas startowy
...a w niej sporych rozmiarów model Boeinga 767 - dawnego trzonu floty dalekodystansowej naszego rodzimego przewoźnika - PLL LOT.

Widoczny w tle akcent przypomina o bogatym, wojskowym rodowodzie lotniska w Babimoście, które odwiedził nawet Jurij Gagarin za czasów istnienia 45. Pułku Lotnictwa Myśliwsko-Bombowego
Lim-6R (licencyjna wersja radzieckiego MiG-a 17) o numerze bocznym 627 pełnił służbę rozpoznawczą. Ostatnie samoloty tego typu wycofano z polskiej armii w 1992 roku
Ilość miejsc w hali odlotów była wystarczająca, by każdy pasażer mógł komfortowo oczekiwać na odlot. Choć nie było w niej niczego nadzwyczajnego, spełnia swą rolę i sprawia wrażenie czystej oraz zadbanej.

Jedynym mankamentem są w znacznej części przestarzałe i wyblakłe plakaty na ścianach, które można by zastąpić nowszymi zdjęciami z lotniska lub regionu. Może to dobry pomysł na kolejny konkurs, które port lotniczy w Babimoście organizuje całkiem często?  ;-)


Kilkanaście minut po 5. ogłoszono boarding na nasz lot o 5:45, drzwi na płytę lotniska zostały otwarte i terminal szybko opustoszał. O ile po przylocie poprzedniej nocy do terminala przewieziono wszystkich autobusem, tym razem do samolotu szliśmy na piechotę.

Nie jest to problemem, gdyż do przejścia było ok. 50 metrów, w czasie których mogłem pstryknąć kilka dobrych zdjęć maszyny w unikatowym malowaniu "Tel Awiw i Jerozolima - dwa miasta, jedna podróż". Promuje ono loty PLL LOT do Izraela z Gdańska, Poznania, Lublina oraz Wrocławia.


Rejsy do Zielonej Góry obsługuje turbośmigłowy Bombardier Dash Q400 - najnowocześniejszy na rynku samolot turbośmigłowy, zdolny do uzyskiwania na trasach krajowych czasu przelotu zbliżonego do "jeta".

Jeśli macie więcej niż 1.70 m, pamiętajcie schylić głowę przy wsiadaniu. Nie pytajcie skąd wiem...  ;-)
Maszyna ta oferuje 78 miejsc w układzie foteli 2+2. Dla porównania, Saab 340 linii Sprint Air (poprzedniego wykonawcy lotów do Warszawy) dysponował raptem 33 siedzeniami w układzie 1+2.

Ciemność za oknem wynika z faktu, iż zdjęcie zrobiłem kilka godzin wcześniej, po locie do Zielonej Góry. Pasażerów było tylu, że nie wszyscy zmieścili się do autobusu i niektórzy musieli czekać na drugi kurs. Postanowiłem produktywnie wykorzystać ten czas, fotografując kabinę
Choć minusem Dashy jest niewielka ilość miejsca w schowkach bagażowych nad głową, fotele to wynagradzają i okazały się zaskakująco miękkie i wygodne. Nie mam też najmniejszych zarzutów co do miejsca na nogi, pomimo swoich 185 cm wzrostu.

Wyprofilowanie foteli zapewnia wygodne oparcie dla pleców i głowy
Jak się okazało na pokładzie, w identyczny sposób do mojego planu operują załogi obsługujące loty do Zielonej Góry, tj. lecą wieczornym rejsem z Warszawy, odpoczywają kilka godzin, a następnie wykonują powrotny lot do stolicy. Jakież było więc zdziwienie przesympatycznej szefowej załogi pokładowej, gdy rano zobaczyła mnie ponownie w samolocie!

W trakcie przelotu serwowane są wafelki Prince Polo, które stały się znakiem rozpoznawczym LOTu, kwaśne żelki Frugo, a także kubeczek wody mineralnej.

Cieszę się, że "książęcy" wafelek zagościł na dobre na pokładach maszyn spod znaku żurawia. Nie spotkacie go w żadnej innej linii
Największym zaskoczeniem na locie LO3984 do Zielonej Góry była dla mnie frekwencja - ok. 70 osób, czyli niemal pełen samolot, wobec spodziewanych przeze mnie kilkunastu. Byłem do tego stopnia zaskoczony, że gdy wydrukowałem kartę pokładową z numerem sekwencji 70 (numer jako który podróżny dokonałem odprawy), uznałem to za błąd w systemie.

W piątek wieczorem ze stolicy do województwa lubuskiego leciało ok. 70 osób, podczas gdy w sobotni poranek na pokładzie rejsu do Warszawy zameldowało się ok. 45 osób. Oba wyniki były dla mnie pozytywnym zaskoczeniem.
Czekając w autobusie do samolotu jeszcze na lotnisku im. Chopina, od sympatycznych mieszkańców Zielonej Góry i okolic (których gorąco pozdrawiam!) dowiedziałem się, że bilet lotniczy do Warszawy jest tańszy od kolejowego, co, zważywszy na remonty i liczne objazdy na kolei, ofertę lotniska w Babimoście czyni zwyczajnie zbyt dobrą, by przejść obok niej obojętnie.

No i w którym pociągu można liczyć na takie widoki?
Lotnisko w Zielonej Górze, jako pierwsze lotnisko regionalne w Polsce, zaskoczyło mnie efektywnymi rozwiązaniami, adekwatnymi do aktualnej ilości pasażerów, co ma znaczące przełożenie na obniżenie kosztów.

Trzymam kciuki, by zostało pierwszym lotniskiem w kraju obsługującym poniżej pół miliona podróżnych rocznie, a mimo to przynoszącym zyski województwu - oprócz kulturalnych i gospodarczych, również stricte finansowe.

Przejęcie trasy do Warszawy przez PLL LOT znacząco wpłynęło na poprawę zainteresowania lotami. Pomimo zwiększenia oferowania o ponad 100%, samoloty nie świecą pustkami, co w dużej mierze wynika z umożliwienia bezpiecznych przesiadek (na jednym bilecie, czyli na ryzyko linii lotniczej) na wszystkie połączenia (do Europy, Azji i Ameryki Północnej) z siatki naszego narodowego przewoźnika.


Większy samolot oznacza także możliwość zaoferowania atrakcyjniejszych cen i zmniejszenie zależności istnienia trasy od dotacji.

Tak znacząca poprawa wypełnienia maszyn dobrze wróży na przyszłość. Jako kolejny krok spodziewałbym się lotów czarterowych, wykonywanych z międzylądowaniem w innym z portów, np. w Bydgoszczy czy Szczecinie.

Popyt kreuje podaż, więc, Drodzy Lubuszczanie, wszystko w Waszych rękach! A tak atrakcyjny "dobry uczynek" dla regionu, to przyjemność w czystej postaci, do którego gorąco Was zachęcam ;-)

Zamierzacie skorzystać z oferty lotniska w Babimoście? A może już to zrobiliście? Podzielcie się swoimi wrażeniami!


Udostępnij:

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Overbookingu nie ma, ale też jest fajnie...

To znaczy... tak jakby. Zgodnie z obietnicą, podzielę się szczegółami mojej przygody z długo wyczekiwanym overbookingiem na trasie z Gdańska do Krakowa (wylot 8:50), a tak naprawdę jego zaskakującym brakiem.

LOT proponuje ochotnikom 125 euro w przypadku zmiany trasy z powodu overbookingu, podczas gdy na kilka dni przed lotem bilety w jedną stronę kosztowały ponad 700 zł sztuka (czyli więcej niż koszt najtańszego biletu na tej trasie razem z ewentualnym odszkodowaniem). Na dodatek szansa/ryzyko nie dotarcia na lotnisko kilku osób na poranny rejs, szczególnie zimą, wydaje się całkiem wysokie, co w tej sytuacji czyniłoby overbooking dość rozsądnym pomysłem.

Embraer 170 w barwach linii, której gościem miałem być na trasie do Krakowa
Udostępnij:

czwartek, 22 grudnia 2016

"Perła w koronie" LOTu, wieczny overbooking i Enrique Iglesias

Od czasu redukcji połączeń narzuconej przez Komisję Europejską oraz upadku Eurolotu - spółki córki przewoźnika spod znaku żurawia, nasz krajowy przewoźnik obsługuje zaledwie jedną trasę z pominięciem swojego hubu w Warszawie. 

Jaką? Gdańsk - Kraków (lub Kraków - Gdańsk, co by czytelnicy z Małopolski nie poczuli się urażeni 😉).

W czym tkwi fenomen tej pozornie niewyróżniającej się trasy?
Co w niej tak niezwykłego? Oto istota tego wpisu...!

Udostępnij:

piątek, 4 listopada 2016

Czy LOT rzuci rękawicę Lufthansie?

Przez ostatnie kilka lat o naszym narodowym przewoźniku mówiło się głównie w kontekście strat, długów, możliwej sprzedaży oraz poddawało się w wątpliwość sens jego istnienia. Nic dziwnego, że gdy w Pulsie Biznesu ukazał się artykuł opisujący, że najnowsza strategia LOTu zakłada do 2020 roku zwiększenie liczby samolotów z 45 do 88 i niemal potrojenie liczebności flagowych Dreamliner'ów, wielu łapało się za głowy, a sam artykuł potraktowało jako kaczkę dziennikarską.

Jednak dziś mamy pierwsze dowody, że prezentowanej strategii znacznie bliżej do rzeczywistości, niż by mogło się wydawać.

Czy podobny widok stanie się wkrótce codziennością na znacznie większej ilości lotnisk w regionie?
Udostępnij:

sobota, 17 września 2016

Nie tylko patriotyzm - recenzja lotu Tbilisi-Warszawa PLL LOT

Nawet najlepsze wakacje kiedyś się kończą, lecz wizja wyspania się kolejnej nocy we własnym łóżku oraz zobaczenia jednego z mniej typowych lotnisk w tej części świata, zdecydowanie pomagały. Nie mogłem się doczekać wizyty w lounge'u, który miał być zaaranżowany na galerię sztuki. Jednak by zachować chronologiczny i sensowy porządek...

Pierwsze wrażenie

Gruzini są absolutnymi mistrzami podświetlania budynków i zabytków. Dotyczy to praktycznie wszystkich popularnych miejsc, bez znaczenia, czy jest to największy zabytek miasta czy też jedna z kilkudziesięciu malutkich świątyń. Nie rozczarowało mnie też lotnisko, które swym wyglądem nocą, czyli w czasie największych godzin szczytu, wywarło na mnie wrażenie nowoczesnego i światowego.

Niestety to był właśnie jeden z tych przypadków, gdy mało ciekawe miejsce dzięki właściwemu oświetleniu zyskało więcej blasku niż by faktycznie na to zasługiwało.

Jak to ma miejsce w przypadku wielu azjatyckich lotnisk, wstępna kontrola bezpieczeństwa odbywała się zaraz po wejściu do terminalu.

Cisza przed burzą - schludnie wyglądające stanowiska odprawy są zdecydowanie niewystarczające dla lotniska obsługującego w godzinach szczytu kilkanaście lotów, których pasażerami są w większości turyści wracający z wakacji.

Udostępnij:

niedziela, 19 czerwca 2016

Recenzja: LOT Elite Club Lounge - Warszawa Okęcie

Wejście do tego najcichszego i najbardziej kameralnego, a zarazem najlepiej wyposażonego saloniku na stołecznym lotnisku, jest dostępne dla posiadaczy statusów HON oraz Senator (i ich odpowiedników w ramach sojuszu Star Alliance) i odbywa się poprzez Business Lounge "Polonez", do którego wstęp przysługuje również osobom o statusie FTL (Frequent Traveller) w programie Miles and More.

Po przejściu przez nieprzezroczystą parę automatycznych drzwi oczom ukazuje się prosta, aczkolwiek niesłychanie elegancka, lada, za którą siedzi pracownik lounge'u sprawdzający kartę pokładową i "plastik" uprawniający do wstępu do "mitycznego królestwa "frequent travellerów"", znanego większości śmiertelników głównie z filmów, chociażby z obsypanego nagrodami "W chmurach".

Prezentuje historię człowieka (granego przez George'a Clooneya), który 300 dni w roku spędza w podróży, programy lojalnościowe linii lotniczych są dla niego sensem istnienia, a dosłownie każdą wolną chwilę poświęca planom "wyciśnięcia" jeszcze większych zdobyczy milowych ze swych podróży i zakupów. Czy właśnie to miało czekać mnie już za chwilę?

Cóż... nie do końca, gdyż za ścianą czekało elegancko umeblowane, lecz dość ciasne, na szczęście dość puste, a także pozbawione światła słonecznego pomieszczenie.

Główna część LOT Elite Lounge

Udostępnij:

Copyright © Odlotowe Podróże | Powered by Blogger
Design by SimpleWpThemes | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com