
Po wejściu do saloniku i otrzymaniu stempelka na karcie pokładowej, zająłem jedno z wielu wolnych siedzeń i wybrałem się na eksplorację lounge'u.
Ze względu na liczne ścianki i niestandardowy (wieloboczny) kształt, ciężko na pierwszy rzut oka określić jego wielkość. Dość otwarty układ przestrzeni zapewnia przestronne uczucie, lecz ogranicza prywatność podróżnych i naraża ich na hałas z reszty terminalu.




Największą zaletą United Clubu w porównaniu do saloniku Singapore Airlines jest ogromna ilość światła dziennego i fantastyczne widoki na maszyny stojące przy rękawach z obu stron terminalu.


Oferta śniadaniowa była bardzo podobna do tej z saloniku SilverKris i zawierała dania na ciepło (jajecznica, kiełbaski z kurczaka, fasola w czerwonym sosie, smażony makaron i, nieobecny u konkurencji, typowo amerykański bekon) oraz na zimno (płatki śniadaniowe, sery, wędliny), a także ogromny wybór ciastek, świeżych owoców i przekąsek.






Choć ze względu na wczesnoporanną porę trzymałem się napojów bezalkoholowych, których wybór był typowo amerykański (piwa imbirowe, różne rodzaje niedostępnych poza USA napojów gazowanych), alkoholem byłbym zdecydowanie rozczarowany. Większość oferowanych trunków była nieznanych mi producentów i nie sprawiała wrażenia wysokiej jakości.

Przypadł mi za to do gustu pomysł stanowiska do samodzielnego robienia "drinka miesiąca" z instrukcją i niezbędnymi składnikami. Podczas mojego pobytu był to "Moscow Mule".

W "zadaszonej" (względem dachu terminalu) części saloniku znajdziemy też dodatkowe udogodnienia w postaci półek na bagaże, prowizorycznych leżaków i niewielkiego pokoju biurowego.



Toalety były czyste i zadbane. Dla gości dostępny jest też prysznic.

Po skrupulatnym zwiedzeniu całego saloniku postanowiłem wykorzystać ogromny wybór amerykańskich napojów gazowanych i oddałem się testowaniu (bezalkoholowych) piw imbirowych w towarzystwie precelków i muffina o smaku matchy.

United Club jest przyzwoitym salonikiem z solidnym wyborem jedzenia i napojów bezalkoholowych, dostosowanym do upodobań Amerykanów.

Otwarty układ i ogromna ilość światła dziennego z jednej strony gwarantują przestrzeń, której tak bardzo brakuje na pokładach samolotów, lecz jednocześnie nie zapewniają zbyt wiele prywatności ani spokoju, dlatego w godzinach szczytu prawdopodobnie wybrałbym bardziej kameralny salonik.
Wybór jedzenia i przekąsek był satysfakcjonujący. Jeśli wpadniecie tu przekąsić coś lekkiego, nie będziecie rozczarowani.
0 komentarze:
Prześlij komentarz