Po przybyciu na lotnisko po czasochłonnej podróży taksówką (pomimo użycia autostrady), zacząłem od próby wybrania w maszynie do odprawy samoobsługowej lepszych miejsc. Przez internet udało mi się wybrać jedynie standardowe miejsce przy oknie w tylnej części maszyny, podobne jak na poprzednim locie.

Choć nie było złe, gdy w automacie udało mi się (bez dodatkowych kosztów) wybrać miejsce 60K, czyli pod oknem w rzędzie przy ściance, z dodatkową przestrzenią na nogi, ucieszyłem się, że podjąłem próbę i z wybranym w systemie miejscem udałem do standardowego check-inu.
Po sprawdzeniu dokumentów, zostałem poproszony o okazanie biletów na dalszą podróż z Hong Kongu do Europy. Choć to standardowa procedura w wielu liniach, mająca uchronić linie lotnicze od konieczności transportowania niewpuszczonych podróżnych z powrotem, wydała mi się o tyle zabawna, że ani razu w Hong Kongu, ani nawet na wjeździe do Tajlandii nikogo to dotychczas nie interesowało.

Po okazaniu wydrukowanej kopii rezerwacji na loty z Hong Kongu do Gdańska, otrzymałem swoją kartę pokładową i udałem się po ruchomych schodach w kierunku kontroli bezpieczeństwa.

Wyglądała ona całkiem poważnie i wymagała nawet ściągania butów. Z kolei wszelką elektronikę i kosztowności zamiast wyciągać, należało schować do bagażu.
Po przejściu security należało zjechać ruchomymi schodami w dół na kontrolę graniczną. W trakcie tej przejażdżki, Chinka stojąca u góry schodów zrzuciła swoją walizkę, która z wielkim hukiem trafiła w dziecko stojące kilkanaście stopni niżej.
Wyglądało to dość groźnie i wywołało spore poruszenie wśród pasażerów wyraźnie znużonych oczekiwaniem na kontrolę paszportową, która zajęła mi ok. 25 minut.
Po jej przejściu oczom okazuje się główny hol terminalu z rzeźbą, którą ciężko mi nazwać, ale na szczęście mam jej zdjęcie.
![]() |
Całe lotnisko naszpikowane jest rzeźbami i dziełami sztuki związanymi z kulturą i tradycją Tajlandii |
Skierowałem się w lewo, w stronę części budynku, z której obsługiwane są loty Thai Airways.


W tej części korytarza znajdują się luksusowe sklepy z zachodnimi markami jak np. Prada czy Tag Heuer i gdyby nie ludzie spacerujący z walizkami, ciężko byłoby mi się zorientować, że nie jestem w centrum handlowym.


![]() |
Przewóz świeżych owoców, nawet tych oferowanych w sklepach z pamiątkami (?), może w wielu krajach skończyć się wysokim mandatem |
Tym razem (jak i w sumie każdym innym) nie byłem w nastroju na zakup szwajcarskiego zegarka, za to zainteresowałem się lodem kokosowym, który smakował bardziej jak woda kokosowa niż wiórki znane mi chociażby z Rafaello.
![]() |
25 bahtów, czyli niecałe 3 zł za lody na lotnisku. A w Europie cieszę się, gdy 0,5l najtańszej wody kupię poniżej 5 zł... |
By kupić loda za niecałe 3 złote, musiałem przedstawić kartę pokładową oraz paszport, a następnie podpisać podsunięty mi kwit poświadczający, że faktycznie dokonałem takiego zakupu. Ależ biurokracja! Z drugiej strony, dla loda za zaledwie 3 złote warto było się natrudzić.
Dla odmiany, lotniskowe bary i restauracje prezentowały iście europejskie ceny, nie zachęcając przy tym swoim menu, dlatego pomimo głodu, darowałem sobie jedzenie w nich.
Lotniskowe toalety nie tylko są słabo oznaczone i znajdują się daleko od gate'ów, ale w dużej mierze są też dość skromnie wyposażone i choć spełniają swoją rolę, o dziwo wyglądały mniej atrakcyjnie niż na, teoretycznie niskokosztowym, lotnisku Bangkok Don Mueang.
Poczekalnie (wraz z dodatkowymi toaletami) dla każdego gate'u znajdują się o poziom niżej od głównego korytarza, jednak są otwierane dopiero na ok. godzinę przed danym lotem.
![]() |
Okna ze wszystkich stron stwarzają wrażenie jakby było się w szklarni, co czyni zadanie dla klimatyzacji bardzo trudnym. W czasie mojego pobytu w budynku było duszno i bardzo ciepło |
![]() |
Strefa przed poszczególnymi wyjściami otwierana jest dopiero przed boardingiem danego lotu |
Na głównym poziomie siedzeń znajdowało się niewiele, co czyni oczekiwanie dość niekomfortowym, lecz jednocześnie zachęca pasażerów do spędzania większej ilości czasu w sklepach.
Na pocieszenie, znajdziemy w okolicy (jak na całym lotnisku) dzieła sztuki nawiązujące do tajskiej kultury.

Po otwarciu gate'u i rozpoczęciu pre-boardingu zająłem miejsce w pobliżu wejścia do rękawa znajdującego się za przeszklonymi drzwiami.
![]() |
Dzięki sprawdzaniu kart pokładowych już przy wejściu do poczekalni, późniejszy boarding trwa znacznie krócej |
![]() |
Ilość miejsc siedzących adekwatna do wielkości samolotu, dostępne są też toalety (już po kontroli kart pokładowych) |

Boarding rozpoczął się dopiero o 15:45, pomimo planowanego wylotu o 16:00, lecz już o 16:03 z głośników padł magiczny komunikat "boarding completed". Ponad 300 osób (samolot ma 348 miejsc) w niecałe 20 minut - takie tempo robi wrażenie.
05.05.2018
Thai Airways TG606
Bangkok Suvarnabhumi (BKK) - Hongkong (HKG)
Rozkładowy wylot: 16:00
Rozkładowy przylot: 19:45
Długość rejsu: 2 h 45 min
Samolot: Boeing 777-300ER HS-TKK
Klasa ekonomiczna
Miejsce: 60K (okno) - rząd z dodatkową przestrzenią na nogi
![]() |
Zaokrąglony kształt szyb nie sprzyja robieniu zdjęć |

Wejście dla klasy ekonomicznej odbywało się przez wejście 2L, podczas gdy pasażerowie klasy biznes wchodzili drzwiami 1L.

Kabina już na pierwszy rzut oka wyraźnie różniła się od tej z mojego poprzedniego lotu - jej kolorystyka była pastelowa, co sprawiało, że wnętrze wyglądało na znacznie starsze i nieadekwatne do raptem 6-letniej maszyny. Na obiciach foteli i panelach nad głowami było widać ślady zużycia.


![]() |
Standardowy fotel w klasie ekonomicznej |
Zagłówek z możliwością odginania jego boków był wygodnym dodatkiem, jednak irytowała mnie papierowa chusteczka doczepiona do niego, która raz za razem odpadała.
Choć pod fotelem znajdowała się skrzynka od systemu rozrywki pokładowej, a przede mną ścianka, co nieznacznie ograniczało ilość miejsca na nogi, w ogólności swoje miejsce 60K i tak uważam za zauważalnie lepsze i bardziej przestronne od standardowego i, jeśli macie możliwość bezpłatnego wybrania go, zdecydowanie polecam.


Fotele pod ścianką w środkowej części mają, na oko, kilka centymetrów przestrzeni na nogi więcej i są odsunięte do tyłu względem rzędów pod oknem.

Pod fotelem znajdowało się uniwersalne gniazdko wraz z wyjściem USB.
Największym minusem mojego rzędu może być bliskość galley'u (kuchni), jednak na tym locie nie dała mi się ona we znaki w sposób inny niż apetyczne zapachy rozgrzewanego jedzenia (i to jeszcze przed startem).

Standardową procedurą w Thai Airways jest potwierdzenie posiłków specjalnych przed startem. Tak było i tym razem. Poinformowano mnie, że mój seafood meal został dostarczony. Czy nie jest genialnie móc zamówić w ekonomicznej posiłek złożony wyłącznie z owoców morza?!
![]() |
Inny B777-300ER Thai Airways w czasie pushbacku |
Gdy wszyscy zajęli swoje miejsca, a kabina została spryskana sprayem przeciwko owadom (standardowa procedura przeciwko rozprzestrzenianiu się chorób tropikalnych przenoszonych np. przez komary), bez dalszej zwłoki rozpoczęła się procedura pushbacku, a na ekranach wyświetlono film z instrukcją bezpieczeństwa.
Jako że w rzędach z dodatkową przestrzenią na nogi ekrany są wysuwane z podłokietnika (które muszą być schowane na czas kołowania, startu i lądowania), wideo było wyświetlane na ekranach zamontowanych na ściance przede mną.

Kołowanie do pasa zajęło dosłownie kilka minut. Szczęśliwie oczekiwanie w kolejce do startu również nie trwało długo i rozpoczęliśmy rozbieg ok. 20 minut po planowanym czasie odlotu.
![]() |
B787 Dreamliner Royal Jordanian zmierzający do... Hong Kongu! Przewoźnik z Jordanii obsługuje loty na trasie Amman - Bangkok - Hong Kong. Bilety można kupić również wyłącznie na odcinek Bangkok - Hong Kong, jednak niewielka ilość lotów w rozkładzie nie pasowała do mojego grafiku |


![]() |
W odróżnieniu od Don Mueang, gdzie pole golfowe znajduje się pomiędzy pasami startowymi, najbliższe od Suvarnabhumi miejsce do uprawiania tego sportu leży kawałek za lotniskiem |
Po ok. 2-3 minutach lotu dotarliśmy do wybrzeża. Zanim jednak przekroczyliśmy linię brzegową, pod nami znalazły się dziesiątki zalanych wodą pól, jak sądzę, ryżowych.

Wyciągnąłem z podłokietnika ekranik i zacząłem przeglądać jego zawartość. Bardziej od filmów czy gier interesowała mnie muzyka i mapa na żywo, które znacznie lepiej uzupełniały podziwianie widoków za oknem.
Oferta była identyczna jak na poprzednim locie, ale system działał dużo wolniej i oporniej reagował na dotyk.

Dodatkową zaletą posiłków specjalnych jest fakt, iż są one dostarczane w pierwszej kolejności, co sprawiło, że tacka z posiłkiem z owoców morza znalazła się na moim (wyciąganym z podłokietnika) stoliczku już 20 minut po starcie.


Główne danie składało się z zielonego makaronu ugotowanego lekko al dente, gotowanych warzyw (m.in. marchew i cukinia) oraz owoców morza w postaci krewetek, kawałków ryby w panierce i czegoś podobnego w smaku do kalmara (zupełnie po prawej w misce, to "poszarpane"). Ryba była polana delikatnym sosem maślanym.

Co do zasady staram się unikać ryb, szczególnie surowych, w samolotach, ale tym razem się zapomniałem i szybko przeszedłem do konsumpcji sałatki ziemniaczanej z wędzonym łososiem, koperkiem oraz limonką. Nie tylko nie żałowałem w trakcie (była naprawdę smaczna i świeża), ale przede wszystkim później również nie odczułem żadnych negatywnych skutków swojego roztargnienia.

Nie mogę wyjść z podziwu nad faktem, że nie tylko bułka była ciepła, ale nawet masło było podgrzane i można było je swobodnie rozsmarować, co jest rzadkością.
Owoce w deserze wyglądały mi na podejrzanie mocno błyszczące. Nic dziwnego, gdyż okazały się tylko rodzajem galaretki o smaku przypominającym taro (słodki, fioletowy ziemniak).
![]() |
Nawet jeśli nie wygląda do końca apetycznie, po kilkunastu dniach w Azji smakowało mi całkiem dobrze, choć to pewnie kwestia przyzwyczajenia do lokalnych słodyczy, zupełnie różnych od europejskich |
Posiłek specjalny zawierający wyłącznie "seafood" okazał się całkiem smaczny, choć gdybym miał możliwość, wybrałbym curry z kurczakiem lub inne typowe tajskie danie. Mając wciąż w pamięci jak fantastycznie smakowało zielone curry na locie z Hong Kongu, skorzystałem z okazji i zapytałem, czy nie zostały posiłki z kurczakiem.
Minutę później uprzejmy steward przekazał w me ręce tego oto kurczaka w sosie pomidorowym z makaronem. Mięso było miejscami suchawe, a makaron nijaki w smaku, jednak całość była jak najbardziej zjadliwa.

Po rozdaniu posiłków wszystkim pasażerom (co ciekawe, wózki przemieszczały się od tyłu kabiny do przodu), załoga rozpoczęła serwis z napojami, w czasie którego poprosiłem o gin z tonikiem.
![]() |
Duże kostki lodu, limonka i mieszadełko z logo Thai Airways świetnie pasowały do ginu z tonikiem |
Gdy kończyłem posiłek, przelatywaliśmy akurat na wysokość 37 tysięcy stóp w pobliżu wietnamskiego kurortu Da Nang, popularnego wśród turystów.

Po sprzątnięciu przez załogę tacek po posiłku, 50 minut przed lądowaniem, udałem się do toalety z tyłu samolotu.

![]() |
Podłoga z ciemnego drewna (lub materiału przypominającego takowe) wygląda nieprawdopodobnie elegancko jak na kabinę klasy ekonomicznej |

W czasie zniżania do Hong Kongu zaczęło błyskawicznie zachodzić słońce, dlatego gdy przyziemiliśmy o 19:43 czasu lokalnego, za oknami panowała już noc. Lądowanie było na tyle gwałtowne, że w kuchni położonej przede mną spadła skądś tacka, powodując głośny huk i okrzyki chińskich pasażerów. Przez większość lotu rozmawiali podniesionym głosem, lecz to właśnie podczas lądowania osiągnął on apogeum.
Po podjechaniu pod rękaw, pożegnałem się z przesympatyczną załogą i udałem w stronę wyjścia. Po opuszczeniu maszyny przez pasażerów klasy biznes, tych z ekonomicznej wypuszczano również przednimi drzwiami (oprócz standardowych drzwi 2L).
![]() |
Fotele klasy biznes niczym nie różniły się od tych z poprzedniego lotu |
Thai Airways oferuje w klasie ekonomicznej świetną jakość nawet na krótkich, intra-azjatyckich trasach. Nie tylko profesjonalna, ale również niebywale sympatyczna obsługa sprawia, że lot jest absolutną przyjemnością i świetnym sposobem na rozpoczęcie lub zakończenie wypoczynku w Tajlandii - kraju słynącym z fantastycznego jedzenia i gościnności.
Posiłek specjalny z owocami morza nie okazał się niczym fantastycznym, ale był smaczny i stanowił ciekawe doświadczenie, którego nie oferuje (darmowo) żaden inny ze znanych mi przewoźników.
Macie odwagę zamawiać ryby w samolocie czy trzymacie się "bezpieczniejszych" opcji?
0 komentarze:
Prześlij komentarz