Jednak Azerbejdżan faktycznie jest krainą ognia lub, jak kto woli, ogromnych zasobów ropy naftowej i gazu, które czasem zetkną się z iskrą i... powstaje święte miejsce, a przynajmniej unikatowa atrakcja turystyczna.
Świątynia Ateshgah leżąca w Surachani, dzielnicy Baku |
Przeciętny zoroastrianin w trakcie składania ofiary. Ku rozczarowaniu fanów mocnych wrażeń, wyznawcy tego kultu oddawali w ofierze głównie owoce |
Centralne miejsce świątyni - palenisko Wiecznego Ognia |
I choć to pod świątynią wypaliło się w 1969 roku, po ponad stuleciu aktywności, nie musicie się martwić, że nie zdążycie jej odwiedzić przed zamknięciem - obecnie gaz doprowadzany jest podziemnym rurociągiem.
Tego typu miejsc i świątyń na terenie dzisiejszego Azerbejdżanu było znacznie więcej, jednak najbardziej znaną i najlepiej utrzymaną (dzięki ogromnemu zaangażowaniu władz, o czym możemy przeczytać w trakcie zwiedzania) jest właśnie ta w Surachani.
Jeśli śledzicie azerską telewizję i zostałem "gwiazdą drugiego planu", koniecznie dajcie znać! ;-) |
Choć samo zjawisko jest dość łatwo wytłumaczalne i stosunkowo zwyczajne, kult jakim zostało otoczone jest tajemniczy i mistyczny |
![]() |
Szyby naftowe po horyzont - wysoka cena wysokich przychodów |
"Yanar Dag" czyli "Płonąca Góra" w rzeczywistości jest tylko niewielkim, na dodatek trawiastym, pagórkiem |
W odróżnieniu od poprzedniej atrakcji, tu nie znajdziemy świątyni, lecz raczej "gospodarcze" zabudowania. Ale któż chciałby się odwracać, gdy przed oczami ma płonące skałki..?
Obszar objęty tym naturalnym fenomenem nie jest niestety zbyt wielki i zajmuje raptem kilka metrów.
Jako że podróż z centrum Baku zajęła mi prawie godzinę, głupio byłoby wracać po dosłownie kilku minutach, więc postanowiłem wybrać się na eksplorację najbliższej okolicy.
Oprócz nieładu architektonicznego i szybów naftowych w pobliżu dostrzegłem... ogromne stado owiec.
Jak się okazało, nie było ono pozostawione bez opieki, która gdy tylko się pojawiła, momentalnie przypomniała mi filmy o Dzikim Zachodzie.
Skoro nazwa "kowboj" bierze się z połączenia słów "cow" (krowa) oraz "boy" (chłopak), jak określić jeźdźca odważnie galopującego pośród stada owiec? |
Choć większość mojego pobytu nad Morzem Kaspijskim upłynęła pod znakiem letniej temperatury (pomimo drugiej połowy października), idealnej na koszulkę z krótkim rękawem, Yanar Dag przywitało mnie silnym, mroźnym wiatrem. By trochę się ogrzać przed powrotem do miasta, spędziłem jeszcze kilkanaście minut wygrzewając się na ławce przed płonącymi skałkami.
Czułem się prawie jak na ognisku. Choć nie dostrzegłem konkretnego zakazu, obawiam się, że smażenie kiełbasek jest tu niestety zabronione ;-) |
Czyż to nie paradoks, że w kraju, który dziś rozkwita dzięki bogatym złożom surowców naturalnych, czczono płomień, jako jeden z najważniejszych symboli, już tysiące lat temu?
0 komentarze:
Prześlij komentarz