czwartek, 19 stycznia 2017

Droga przez mękę - czy wiesz, co dzieje się z bagażami, gdy oddajesz je do luku?

Zastanawialiście się kiedyś, co dzieje się z bagażem po oddaniu go obsłudze lotniska w czasie odprawy?

Obsługująca nas osoba kładzie go na taśmie, która rusza, by po chwili tajemniczo zniknąć za ścianą. Ponownie pojawi się dopiero na naszym docelowym lotnisku na karuzeli (tak zwykło mówić się na taśmociąg, z którego w hali przylotów odbiera się bagaże), zmierzając w stronę "stęsknionego" za nim właściciela.

Torby i walizki przemierzają lotniska od check-in'ów do samolotu kilometrami taśmociągów podobnych do widocznego u góry zdjęcia
Skoro pomiędzy tymi dwoma zdarzeniami, teoretycznie do wykonania jest prosta czynność załadowania naszego dobytku do samolotu i jego wypakowania, dlaczego tak często zdarzają się urwane kółka, połamane rączki czy wgniecenia?

"Bagaż został uszkodzony w czasie lotu..."

...a czasem w maju spadnie śnieg ;-) Jest to jedna z częściej powtarzanych wersji, jednak prawda jest taka, że rzadko coś się dzieje w trakcie lotu. Zastanówcie się - byliście w tym samym samolocie, nie było turbulencji, a lądowanie było stosunkowo miękkie, więc skąd wgniecenie w twardej, poliwęglanowej walizce?

Postaram się wyjaśnić, jak mniej więcej wygląda droga bagażu poprzez korytarze i zaułki lotniska aż do momentu, gdy znowu weźmiemy go pewnie w swoje ręce.

Przede wszystkim, nie tylko bagaże podręczne są prześwietlane, tych zmierzających do luku też to dotyczy, choć sam proces jest znacznie bardziej zautomatyzowany i zdecydowanie mniej walizek sprawdza się tak szczegółowo jak te, które wnosimy ze sobą do samolotu, co wynika z mniej restrykcyjnych przepisów dotyczących tego typu bagażu.

Rentgen do bagażu (widoczny po lewej stronie) - prawda, że podobny do tych, które prześwietlają nasze walizki, gdy my przechodzimy przez wykrywacz metalu?
Gdy nasze "tobołki" zostaną uznane za niestanowiące zagrożenia, wjeżdżają do sortowni, gdzie po kodach kreskowych maszyna odczytuje, do którego pojemnika je zepchnąć/zrzucić.

Poszczególne zsuwnie przypisane są do konkretnych lotów, zgodnie z opisem na ekranach
Na różnych lotniskach działają różne systemy wykonywania tej, wydawałoby się prostej, czynności; od przechylania taśmy/wózka (jeden z jej boków podnosi się do pionu i walizka spada), po spychanie ich, delikatnie mówiąc, "mechaniczne".

Oto co mam na myśli:


W tym momencie kończy się praca maszyn i inteligentnych komputerów, a zaczyna wysiłek (nad)ludzkich mięśni - w standardowych samolotach komercyjnych znajduje się od 70 do niemal 200 miejsc. Przeciętny ciężar bagażu rejestrowanego w większości linii to 23 kg (choć przepisy dotyczące przewozu osób i bagażu dopuszczają wagę jednej sztuki w wymiarze aż 32 kg). 

A każdą walizkę, torbę i plecak trzeba przerzucić na przyczepkę ręcznie, i to tak, by nie wypadły w trakcie jazdy.

W oczekiwaniu na załadunek
23 kg razy 100 pasażerów dają prawie 2,5 tony, a przecież bagażowi obsługują więcej niż jeden lot dziennie. Pudzian by się zmęczył!

Czy tylko mnie bolą ręce na samą myśl o wszystkich tych pochylniach wypełnionych bagażami?
Jeśli nasz bagaż jest niewymiarowy lub z jakichkolwiek innych względów jego transport jest skomplikowany (np. plecaki z długimi paskami mają tendencje wplątywać się w taśmy lub wózki, dlatego warto pamiętać o związaniu ich ze sobą tak, by nic nie wisiało luźno), do bagażowni może trafić oddzielną trasą.

Gotowi do wyjazdu!
Pozostaje już "tylko" zawieźć to wszystko do samolotu. I tu, oprócz mięśni, wymagana jest również koncentracja.

"Koncentracja przy wrzucaniu klamotów do bagażnika samolotu?!?"

A no tak...

W drodze do samolotu
Po precyzyjnym podstawieniu wózka do samolotu i otwarciu luku bagażowego, należy rozmieścić bagaże tak, by nie przemieszczały się swobodnie w czasie lotu, pamiętając o ułożeniu walizek pasażerów klasy biznes i posiadaczy kart statusowych w taki sposób, aby po wyjęciu były pierwszymi do odbioru (można je rozróżnić po kolorowych naklejkach "Priority"), jednocześnie cały czas pamiętając o liczeniu walizek.

Wózek z taśmociągiem
Wcale nie chodzi tu o pilnowanie, by czegoś nie zgubić, a o względy bezpieczeństwa regulowane przepisami, które nie pozwalają bagażowi lecieć bez właściciela.

To właśnie stąd biorą się komunikaty wzywające spóźnionych pasażerów - wywoływani są wyłącznie ci, którzy nadali bagaż, a nie stawili się przy gate'cie na czas.

Widoczny z tyłu taśmociąg przystawiony do otwartego luku bagażowego
By samolot mógł odlecieć, torby spóźnialskich muszą zostać najpierw wypakowane, co przy ograniczonej przestrzeni w luku bagażowym nierzadko wiąże się z wyjęciem niemal całej jego zawartości, i ponowne załadowanie. Opóźnienie murowane.

Zdarzało mi się narzekać na bagażowych i ich opieszałe ruchy, ale prawda jest taka, że mają naprawdę niewdzięczną pracę, która oprócz ogromnej wytrzymałości fizycznej (duże ciężary, praca na dworze w każdych warunkach), wbrew pozorom, wymaga całkiem wiele precyzji (przystawienie taśmociągu pod samolot czy sprawne i umiejętne ułożenie bagaży) i nierzadko jest pracą pod presją, bo każde spóźnienie samolotu to potencjalnie ogromne koszty.

Kto by pomyślał, że dostarczenie nam z powrotem walizek do rąk wymaga takiego nakładu pracy?
A jaka jest moja recepta na unikanie takich sytuacji? Staram się pakować w bagaż podręczny - nie muszę stać w kolejce do nadania bagażu, nie czekam po jego odbiór, nie drżę, że zostanie uszkodzony. A, byłbym zapomniał, nie muszę też dopłacać horrendalnych opłat do taniego biletu!

Zdarzyła się Wam kiedyś sytuacja z zaginionym lub zniszczonym bagażem? Jak się skończyła?
Udostępnij:

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Copyright © Odlotowe Podróże | Powered by Blogger
Design by SimpleWpThemes | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com