niedziela, 30 października 2016

Pierwsze wrażenia z powrotu Ryanaira na lotnisko Chopina

Z początkiem października Ryanair przeniósł swoje loty krajowe z Warszawy do Gdańska i Wrocławia z lotniska w Modlinie na Okęcie, na które będą latały również samoloty ze Szczecina od wiosny 2017 (o czym napiszę niedługo).

Pewnie większość z Was otworzyła ten artykuł dla świętego spokoju i potwierdzenia, że poza krótszym i tańszym dojazdem do miasta, nie zmieniło się nic.

Gdybym potwierdził to przeczucie, post ten nie tylko byłby najkrótszym (i zapewne najnudniejszym!) w historii internetu, ale przede wszystkim nie byłby zgodny z rzeczywistością.

Zmieniło się BARDZO dużo, przynajmniej na trasie z Gdańska. Z wejściem nowego rozkładu (który zwiększa liczbę lotów krajowych do trzech dziennie w każdą stronę, poprzez dodanie rejsu w środku dnia), na lotnisku w Rębiechowie zbazowany został nowy Boeing 737-800 Next Gen (nowej generacji) wyposażony w Sky Interior od Boeinga (niestety Wrocław wciąż jest obsługiwany klasyczną, kilkunastoletnią maszyną). Co to właściwie oznacza?

Dzisiejszy lot wykonywał samolot z bazy w Gdańsku o rejestracji EI-FOH, dostarczony linii z fabryki na początku 2016 roku.

Przede wszystkim kabina wydaje się znacznie mniej klaustrofobiczna, w dużej mierze dzięki nowemu projektowi schowków na bagaże, które otwierają się do dołu, uniemożliwiając bagażowi wypadnięcie, nawet jeśli przesunął się w trakcie lotu. Konstrukcja ta zajmuje mniej miejsca, co daje nam większą przestrzeń nad głową (co rzeczywiście zwiększa komfort psychiczny), a także pozwala zmieścić więcej bagażu (według producenta dodatkowe osiem sztuk).

Kolejna różnica? Lepiej wyprofilowane ściany w kolorach, które nie rażą tak, jak dotychczasowa neonowa żółć, a także oświetlenie "nastrojowe" ("Mood lighting") umożliwiające podświetlenie kabiny w praktycznie każdym kolorze dzięki LEDom rozmieszczonym pod sufitem, co uspokaja i odpręża. Na czas poszczególnych faz lotu można ustawić inną iluminację. Niektóre linie korzystając z tej możliwości, tworzą prawdziwą grę świateł, jak np. islandzkie linie Icelandair symulujące pokaz narodowego znaku rozpoznawczego - zorzy polarnej.


Ryanair korzysta z chłodnego błękitu na czas startu i lądowania oraz koloru ciemnopomarańczowego w czasie lotu.

Tak wygląda kabina nowych samolotów Ryanaira.
...a oto klasyczny wygląd samolotów tego przewoźnika. Sufit (niewidoczny na zdjęciu) utrzymany jest w kolorze podobnym do lekko rozjaśnionej żółci zagłówków.
W kabinach zamontowano cienkie fotele, a ze względu na fakt, że Ryanair już dotychczas montował w swoich samolotach maksymalną liczbę siedzeń (określoną przepisami związanymi z maksymalnym czasem ewakuacji wszystkich pasażerów - 90 sekund, niezależnie, czy to Airbus A380 czy regionalny samolot śmigłowy), ilość pasażerów pozostanie taka sama, co przy znacznie mniejszych oparciach foteli oznacza dodatkowy centymetr na nogi.

Nie tylko mniejsze, ale według mnie również wygodniejsze, choć odrobinę twardsze od poprzednich.
Oparcia starych foteli są przynajmniej dwukrotnie grubsze od nowego modelu.
Dotychczas loty krajowe irlandzkiej linii odbywały się z gate'ów znajdujących się w starej części lotniska (dawnym terminalu 1). Na przestrzeni zawierającej zaledwie dwie bramki i odpowiadającej ułamkowi nowego budynku, w porannych godzinach szczytu loty odbywały się w tak niewielkich odstępach czasu, że brakowało miejsca na ustawianie kolejek. Terminal 1 powstał pod koniec lat '90 i zdecydowanie widać na nim ślady zużycia, których nie maskują zielonkawo-niebieskie kafelki, którymi jest wyłożona podłoga w tej części lotniska. Do niedawna w tamtej części budynku nie było nawet toalety, co zapewniało nieustający ruch łącznikiem między budynkami w obu kierunkach.

Charakterystyczne zielone płytki w terminalu 1 lotniska im. Lecha Wałęsy (na zdjęciu widoczna część non-Schengen, ale cały budynek utrzymany jest w podobnej kolorystyce).
Jakież było więc moje zaskoczenie, gdy dzisiejszy poranny lot nie dość, że był podstawiony pod terminalem nr 2, to wejście odbywało się poprzez aż DWIE bramki! Micheal O'Leary przyzwyczaił nas do oszczędzania każdego grosza i rzucania w tym celu pomysłów tak absurdalnych, jak np. zastąpienie drugiego pilota poprzez stewardessę czy opłaty za korzystanie z toalet, więc rozrzutność tego typu była dla mnie kompletnym zaskoczeniem.

Gate'y o numerach 13 i 14 są połączone korytarzem, który później zamienia się we wspólną klatkę schodową, którą schodzimy na płytę lotniska przed wejściem do samolotu.
Sam lot przebiegł spokojnie, bez zarzutów. Na ogół bardzo ciężko ocenić załogę na plus czy minus przy tak krótkim czasie spędzonym z nią, i było tak również tym razem. 

Dopiero na powrotnym locie szefem załogi pokładowej był dowcipny Portugalczyk, który swoje powitanie rozpoczął pytaniem, czy dla kogoś ten lot miał być pierwszym. Gdy z tyłu samolotu podniosło się nieśmiało kilka rąk, ze świetnie udawaną ulgą wyrzucił z siebie "To dobrze, bo nie będę się czuł samotnie w tej sytuacji", co spotkało się z wybuchem aplauzu ze strony pasażerów.

Gdy drzwi samolotu zostały zamknięte, a na lotnisku Chopina w drodze do pasa startowego rozpętał się solidny deszcz, charyzmatyczny steward nie omieszkał wykorzystać i tej okazji do poprawienia nastroju pasażerów i zestaw informacji o locie rozpoczął od słów "Proszę Państwa, w Lizbonie jest 29 stopni i świeci słońce... [dramatyczna pauza] ...niestety my nie lecimy do Lizbony, a w Gdańsku temperatura to zaledwie 7 stopni i jest wietrznie". 

Ciężko pozostać obojętnym na tak niezwykłe wysiłki w celu poprawienia atmosfery, szczególnie, gdy za oknem jesień szaleje w najlepsze.

Luźne uwagi i spostrzeżenia

W poście opisującym najlepsze miejsca premium narzekałem, że w rzędzie 2 D-F brakuje miejsca na nogi. Dzięki cieńszym fotelom (i chyba również umiejętnemu poprzesuwaniu pozostałych) rząd ten zyskał dobre kilka centymetrów przestrzeni osobistej.

Na minus niestety należy zapisać dla miejsca 1A nowy element wyposażenia samolotu (wyglądający na taśmę lub punkt zaczepienia do pasów bezpieczeństwa dla osób wymagających specjalnej asysty) znajdujący się w takim miejscu, że uwiera w lewą nogę i nie pozwala jej wygodnie oprzeć o ściankę.

Choć to drobiazg, na długim locie może okazać się uciążliwy.
Werdykt

Ogólne wrażenie zdecydowanie na plus. Oczywiście, czas podróży na tej trasie samolotem wciąż jest porównywalny do przejazdu pociągiem, w dalszym ciągu trzeba przechodzić kontrolę bezpieczeństwa, a Ryanair nie oferuje w cenie biletu nadanego bagażu ani darmowych posiłków, lecz nie o tego typu diametralnej zmianie dyskutujemy. 

Przeniesienie lotów na główne warszawskie lotnisko skraca czas dojazdu do centrum nawet o godzinę, co wymiernie przekłada się na komfort podróży. W połączeniu z pozostałymi miłymi akcentami, ciężko nie dostrzec poprawy względem produktu oferowanego jeszcze przed miesiącem. 

Jeśli twardo stąpacie po ziemi, a uczucie wgniatania w fotel przy starcie czy podziwianie świata z góry nie są dla Was wystarczającym usprawiedliwieniem wyboru samolotu nad pociągiem, to jedynym argumentem, który pozostaje do użycia, jest kwestia ekonomiczna - bilety na trasach krajowych zaczynają się od 12 zł w jedną stronę.

Jeśli jednak kochacie latanie, to właśnie zyskaliście kilka nowych, drobnych powodów i uzasadnień, dlaczego właśnie podróż w przestworzach powinniście wybrać na sprawne przemieszczanie się między największymi miastami w Polsce.

Cytując klasyka z filmu "Wniebowzięci":

"Piękny jest nasz kraj z lotu ptaka"

Widoki przed lądowaniem w Gdańsku - od prawej: ujście Wisły do morza, zabudowania Rafinerii Gdańskiej Lotos oraz Port Północny. 
Kilka takich widoków wystarczy, by odsunąć na dalszy plan ściśle logiczne myślenie oraz kalkulowanie czasów przejazdu czy kosztów, i najzwyczajniej w świecie dać się ponieść fantazjom.
Udostępnij:

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Copyright © Odlotowe Podróże | Powered by Blogger
Design by SimpleWpThemes | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com